Nieco lepszy obraz sytuacji płynie z analizy mediany cen sprzedaży. W sierpniu spadła ona o 1,8 proc. w relacji miesięcznej do 224 500 dolarów. W relacji rocznej ceny natomiast wzrosły o 0,2 proc. W dalszym ciągu więc pogarszająca się sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości nie prowadzi do zdecydowanego spadku cen. Jest to o tyle istotne, że taki spadek negatywnie wpłynąłby na efekt bogactwa, a co za tym idzie również na konsumpcję, która jest podstawą amerykańskiego wzrostu gospodarczego.

Razem z danymi o sprzedaży został opublikowany wrześniowy indeks zaufania amerykańskich konsumentów, który przygotowuje Conference Board. Spadł on do 99,8 pkt. z 105,6 pkt. (po korekcie) w sierpniu. Indeks ten, który według rynkowych prognoz miał we wrześniu spaść do 104,5 pkt., ma obecnie najniższą wartość od listopada 2005 roku.

Kurs EUR/USD w oczekiwaniu na opisane powyżej dane rósł od rana. Rynek obawiał się bowiem, że gorsze dane staną się pretekstem do dalszej wyprzedaży dolara. To bezpośrednie zdyskontowanie danych sprawiło, że dane z USA szczególnie nie zaskoczyły i nie wywołały dużego zamieszania na rynku. Kurs EUR/USD po ich publikacji wzrósł z 1,4138 dolara do nowego rekordu wszech czasów na 1,4151 dolara, żeby szybko się cofnąć do punktu wyjścia. Dane nie były bowiem dramatycznie złe. Obecnie para ta testuje poziom 1,4131 dolara. Pytanie co dalej? Wydaje się, że eurodolar wciąż może poruszać się w pewnym kanale wzrostowym, który można zbudować w oparciu o szczyty i dołki z ostatnich dnia na wykresie dziennym (obecnie 1,4080-1,4140) lub też oscylując wokół poziomów wyznaczających oś tego kanału.

O godzinie 16:32 za euro trzeba było zapłacić 1,4131 dolara.