Inwestorzy zareagowali wyprzedażą wspólnej waluty. Kolejne godziny przyniosły kontynuację sporych wahań, przez co raz znajdowaliśmy się ponad poziomem 1,40, a raz w okolicach 1,3960. Zmienność uległa dodatkowemu zwiększeniu dzięki publikacjom danych w USA, gdzie dynamika sprzedaży detalicznej wzrosła do 0,6% m/m, a inflacja PPI wyniosła 1,8% m/m. Ponadto bank inwestycyjny Goldman Sachs ogłosił, że jego zysk za drugi kwartał tego roku wyniósł 4,93 dolara na akcję, co wyraźnie przekraczało prognozy. W efekcie pojawiło się pewne umocnienie amerykańskiej waluty, dzięki czemu zanotowaliśmy dziennie minimum na poziomie 1,3948. Jednak sama końcówka sesji europejskiej przyniosła wzrosty EUR/USD, dlatego tuż po godzinie 16:00 kurs znajdował się w rejonie poziomu 1,3980.
Aprecjacja polskiej waluty
Z samego rana pojawiła się wypowiedź ministra finansów, którego nie chciałby, żeby deficyt budżetowy w przyszłym roku przekroczył 27 mld złotych. Nie miało to jednak większego wpływu na zachowanie par złotówkowych. Podobnie reakcji nie było widać po opublikowaniu danych z polskiej gospodarki. Okazało się, że inflacja CPI wyniosła 3,5% r/r (oczekiwano 3,6%), a saldo rachunku obrotów bieżących wyniosło 207 mln euro. Dane zza oceanu wprowadziły nieco zamieszania, ale pod koniec sesji nasza waluta zaczęła wyraźnie zyskiwać na wartości, dzięki czemu kurs EUR/PLN wynosił 4,3302, a USD/PLN 3,0963.