Skala tego wzrostu zmieniała się jednak jak w kalejdoskopie. W południe dolar kosztował nieco ponad 3,21 zł, a euro 4,53 zł. Jednak już dwie godziny później, krótko po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy (stopa bezrobocia 9,4 proc.; zatrudnienie w sektorze pozarolniczym -345 tys.), gdy na rynkach finansowych gwałtownie poprawiły się nastroje, notowania dolara spadły w okolice 3,17 zł, a euro znalazły się poniżej 4,51 zł. Spadki te nie trwały długo. Chwilę bowiem trwały wzrost kursu EUR/USD w reakcji na dane z USA, a po godzinie pogorszyły się nastroje na giełdach, a to tworzyło niekorzystny dla złotego zestaw czynników. Krótko po godzinie 16-tej kurs USD/PLN wspiął się do dziennego maksimum na 3,2677 zł, a EUR/PLN do 4,5747 zł. Kolejne godziny przyniosły cofnięcie obu par.

W piątek złoty podążał nie tylko w ślad za notowania EUR/USD i zmieniającymi się nastrojami na giełdach, na co mógłby wskazywać powyższy opis, ale podobnie jak i inne waluty regionu, przede wszystkim pozostawał pod wpływem obaw związanych z sytuacją na Łotwie. Obawy o dewaluację łotewskiego łata oraz o to, że łotewskie problemy rozleją się na inne kraje regionu, od rana psuły nastroje na rynku walutowym, stając się impulsem (pretekstem) do kupna walut.

Tych czynników podażowych było zresztą więcej. Do kupna polskiej waluty nie zachęcały fatalne dane z węgierskiej gospodarki (produkcja spadła w kwietniu o 27,1 proc. wobec spadku o 15,6 proc. w marcu), które dodatkowo potęgowały obawy o sytuację w regionie. Sytuacja techniczna na wykresie EUR/PLN, preferująca w krótkim terminie stronę popytową, też takiej zachęty nie stanowiła.

Sytuacja techniczna na wykresach USD/PLN i EUR/PLN sugeruje, że w przyszłym tygodniu złoty może dalej pozostawać pod presją sprzedających. Sytuacja na Łotwie, do czasu aż nie zostanie pozytywnie rozwiązana, również może być wykorzystywana do gry przeciwko polskiej walucie.