Ta ostania część jest najprostsza – to reakcja na poprawę sentymentu n rynkach akcji. Spadki z początku dnia to gra pod słabe dane – takie przez spadki na giełdach mogłyby się przełożyć na spadek notowań EURUSD. Tak rzeczywiście było – zaraz po danych mieliśmy niewielki wzrost notowań (klasyczna reakcja), zaś zaraz potem odwrócenie i spadek (reakcja przez kanał giełdowy). Po wystąpieniu Obamy rynek o fatalnych danych z poprzedniego tygodnia jednak na razie zapomniał (przynajmniej do czasu), jednak podejście do poziomu 1,2828 dziś rano jeszcze nie ma decydującego znaczenia. W minionym tygodniu powstał bowiem nowy opór w okolicach 1,2850, potem mamy 1,2950, a następnie 1,3080. Łatwiejszą w interpretacji jest zdecydowanie para USDJPY, gdzie mamy do czynienia ze sporą konsekwencją. Słabsze dane oznaczały tam zgodny z oczekiwaniami spadek do lokalnego minimum 91,57, choć tegoroczne minimum 90,90 zostało nienaruszone. Piątkowe odbicie w USA przełożyło się na wzrost do 93,35, jednak dziś rano jesteśmy już 60 pipsów niżej. To mogłoby sugerować, iż mimo wzrostów na azjatyckich giełdach, optymizm powoli ulatnia się z rynku.