... jakby dolar przestał właśnie być „bezpiecznym schronieniem”, a strach przed spowolnieniem rozlewającym się także poza USA nieco zmalał. Jest to rozumowanie dość pokrętne, ale dominuje ono w komentarzach do minionej sesji w USA i Azji. Myślę, że na razie jest jeszcze za wcześnie, aby tak istotnie zmieniać front w analizie wydarzeń bieżących i wzrost EURUSD można potraktować jako początek zmiany tendencji w krótkim i średnim okresie dopiero gdy kurs wzrośnie powyżej 1,37. Oczekuje się, że dane z rynku nieruchomości nadal będą świadczyć o katastrofalnym stanie tego sektora gospodarki, którego to stanu poprawa jest warunkiem koniecznym do wyjścia gospodarki USA na prostą. Ważną informacją, szczególnie dla rynku walutowego, jest spadek stopy O/N w USD – wczoraj wynosiła ona około 1,95% co świadczy o oczekiwanej poprawie płynności na rynku pieniężnym. Wczorajsze dane z USA wyraźnie ilustrują skalę problemów – produkcja przemysłowa we wrześniu spadła o prawie 3%.
Złoty zyskuje rano na wartości, co wydaje się być związane z dobrą sesją na giełdach w Azji – niewiele potrzeba, aby rynek ponownie przekonał się do carry trade. Eurozłoty może dziś, w tak korzystnym otoczeniu, ponownie przetestować 3,50 i jeśli tylko rynek zdecyduje się na ten ruch to wydaje mi się, że szanse jego powodzenia są bardzo duże. Ważną wiadomością z krajowego podwórka jest dzisiejsza depesza PAP, w której Michał Boni – szef doradców premiera – mówi, że: "Harmonogram przystąpienia do strefy euro jest już przygotowany i zostanie przedstawiony pod koniec października, jednak do jego pełnej realizacji niezbędna będzie zgoda polityczna - a w obecnej sytuacji trudno na nią liczyć. Mam jednak nadzieję, że ostatecznie korzyści ekonomiczne, jakie możemy mieć z jak najszybszego przystąpienia do strefy euro, przeważą. Przystąpienie do mechanizmu ERM-2 bez politycznego konsensusu narażałoby Polskę na zagrożenia ekonomiczne, chwiejność kursów etc.". Co więcej, wedle źródeł PAP harmonogram zakłada wejście do systemu ERM-2 na przełomie I i II kwartału 2009 roku. Zgodnie ze wszystkimi dogłębniejszymi opracowaniami przygotowanymi na tę okoliczność (tzn. takimi, których autorzy podjęli się wysiłku oszacowania wpływu zmiany waluty na gospodarkę, nie ograniczają się jedynie do przedstawienia samych „za” i „przeciw”) wynika, że korzyści – spadek kosztów transakcyjnych, ryzyka i obniżenie stóp procentowych, przeważają nad kosztami – możliwością wystąpienia zjawiska zaokrąglania cen. Wczoraj pisałem, że nasza waluta może zyskać, jeśli rząd wzmocni swoją retorykę związaną z przyjęciem wspólnej waluty. Pomimo dużej ostrożności ministra Boniego jego wypowiedź stanowi taki właśnie impuls. W połączeniu z obniżającymi się stopami procentowymi na rynkach bazowych czynnik ten działa na korzyść naszej waluty. Wciąż jednak znajdujemy się w fazie podwyższonej i obustronnej zmienności, trzeba bacznie analizować zachowanie giełd w Europie oraz kłopoty krajów regionu.