W poniedziałek rano na polskim rynku bitcoin wyceniany jest na około 275 tysięcy złotych, co odzwierciedla nie tylko spadek ceny w dolarach, ale również lekkiego osłabienie złotego. Ethereum straciło blisko 3 procent, spadając do poziomu ok. 2 200 dolarów, podczas gdy inne popularne kryptowaluty jak Solana czy Dogecoin odnotowały spadki w przedziale 1-3 procent.
Początek problemów sięga końca stycznia, kiedy bitcoin stracił kluczowe wsparcie na poziomie 84 600 dolarów. Wtedy to długoterminowi posiadacze zaczęli masowo realizować zyski – punkt, w którym często zaczyna się korekta. Silna sprzedaż na rynku spot połączona z rozpadem klastra cenowego wywołała efekt domina, a cena spadła o ponad 10 procent w ciągu kilku dni. Pod koniec stycznia bitcoin znajdował się już poniżej 78 tysięcy dolarów.
Szczególnie drastyczny był weekend 25-26 stycznia, kiedy tradycyjne rynki były zamknięte, a płynność na giełdach kryptowalut minimalnie. Bitcoin stracił wtedy 8 procent w ciągu jednego dnia, a całkowita wartość zlikwidowanych pozycji przekroczyła 2,5 miliarda dolarów, z czego 93 procent stanowiły pozycje długie – czyli zakłady na wzrost. To klasyczna sytuacja, w której nadmierna dźwignia finansowa spotyka się z niską płynnością i wywołuje kaskadę przymusowych zamknięć pozycji.
Analitycy wskazują na kilka nakładających się przyczyn obecnej słabości. Po pierwsze, Rezerwa Federalna na styczniowym posiedzeniu zasugerowała opóźnienie obniżek stóp procentowych do czerwca lub później, co uznano za sygnał "jastrzębi". To zwiększyło presję na ryzykowne aktywa, do których zaliczają się kryptowaluty. Po drugie, odpływy kapitału z funduszy ETF opartych na bitcoinie przyspieszyły – tylko w styczniu wyniosły 1,61 miliarda dolarów, a 29 stycznia odnotowano rekordowy odpływ na poziomie 818 milionów dolarów.
Trzecim czynnikiem był nastrój na rynkach akcji. Słabe wyniki kwartalne Microsoftu, którego akcje spadły o 10 procent, oraz rosnące napięcia geopolityczne związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie spowodowały odpływ kapitału z technologii i ryzykownych aktywów. Choć te wydarzenia miały miejsce w środku tygodnia, ich pełny wpływ na kryptowaluty ujawnił się w weekend, gdy brak płynności spotęgował skalę spadków.
Stanley Druckenmiller, jeden z najbardziej rozpoznawalnych inwestorów, określił styczniowy krach jako "miniaturowego czarnego łabędzia" wynikającego z nadmiernego zadłużenia rynku, a nie fundamentalnych problemów z samym bitcoinem. Dane z giełd pokazują, że najpierw załamała się struktura popytowa – sprzedaż długoterminowych posiadaczy – a dopiero potem nastąpiły masowe likwidacje pozycji lewarowanych.
Analiza techniczna wskazuje na strefę wsparcia w okolicach 75 tysięcy dolarów – poziom, który był szczytami w 2021 i 2024 roku. Jeśli bitcoin spadnie poniżej tego poziomu, kolejna strefa zainteresowania kupujących może pojawić się dopiero w okolicach 70 tysięcy dolarów. Z drugiej strony, odzyskanie poziomu 84 600 dolarów byłoby kluczowe dla powrotu optymizmu i potencjalnego odbicia w kierunku poprzednich szczytów.
Warto zauważyć, że obecna korekta trwa już 109 dni od osiągnięcia ostatniego historycznego szczytu. Według analiz NS3.AI, taka długość spadków jest typowa dla rynku kryptowalut i może się utrzymywać jeszcze przez kilka miesięcy, zanim rozpocznie się kolejna faza wzrostowa. Historycznie podobne korekty w poprzednich cyklach wynosiły 31-36 procent, więc obecny spadek wpisuje się w znane wcześniej schematy.
Część analityków zwraca uwagę na malejący wolumen podczas ostatnich wzrostów oraz dywergencje na wskaźniku RSI – sygnały, które zazwyczaj poprzedzają korektę. Prognozy na luty pozostają ostrożne, a eksperci wskazują, że rynek wszedł w tryb defensywny. ChatGPT w swoich prognozach sugeruje, że spadki mogą być płytsze i krócej trwać, jeśli popyt wróci po ustabilizowaniu się sytuacji makroekonomicznej.
Kluczowe będzie obserwowanie dwóch czynników: decyzji Rezerwy Federalnej dotyczących stóp procentowych oraz przepływów kapitału przez fundusze ETF. Jeśli Fed w marcu potwierdzi scenariusz obniżek w drugiej połowie roku, a odpływy z ETF-ów się zatrzymają, bitcoin może znaleźć solidne wsparcie. Jeśli jednak presja sprzedażowa się utrzyma, rynek może przetestować jeszcze niższe poziomy.
Mimo obecnej słabości część analityków pozostaje długoterminowo optymistyczna. Po uchwaleniu kluczowych regulacji w USA oraz rosnącej adopcji instytucjonalnej, prognozy na drugą połowę 2026 roku wskazują na możliwy powrót w rejon 100-120 tysięcy dolarów. Rok 2026 może być punktem zwrotnym, w którym kryptowaluty przestaną być domeną spekulacji, a staną się bardziej dojrzałym aktywem wspieranym przez instytucje finansowe i państwowe regulacje.