Za tym suchym numerem kryje się kilka równoległych zjawisk. Po pierwsze, ponad 300 banków i instytucji finansowych podpisało z Ripple umowy na korzystanie z RippleNet, czyli infrastruktury do rozliczeń transgranicznych opartej na technologii blockchain. Po drugie, nie wszystkie z tych podmiotów używają samego XRP – część korzysta wyłącznie z oprogramowania i sieci komunikacyjnej Ripple, traktując token jako opcję na później. Po trzecie, coraz większy odsetek partnerów przechodzi z rozwiązań pilotażowych do operacji o skali miliardów dolarów miesięcznie, co zaczyna mieć zauważalne znaczenie dla globalnych przepływów kapitału.

Żeby zrozumieć, co właściwie „kupuje” tradycyjny bank, wchodząc do sieci Ripple, trzeba oddzielić dwa poziomy. Z jednej strony jest RippleNet (obecnie szerzej komunikowany jako Ripple Payments) – sieć, która pozwala bankom i fintechom wymieniać komunikaty płatnicze, weryfikować dane odbiorcy i rozliczać transakcje niemal w czasie rzeczywistym, zamiast czekać na wielogodzinne potwierdzenia w systemie SWIFT. Z drugiej strony jest On-Demand Liquidity (ODL), czyli wykorzystanie XRP jako aktywa pomostowego między walutami. ODL pozwala bankowi kupić XRP w walucie A, wysłać je przez sieć i natychmiast sprzedać w walucie B, bez konieczności utrzymywania drogich rachunków nostro/vostro w wielu krajach.

W praktyce wygląda to tak: zamiast zablokować dziesiątki milionów dolarów na rachunku w innej jurysdykcji, bank korzystający z ODL może wysyłać płatności „na żądanie”, wykorzystując płynność rynku XRP. Transakcje na głównych korytarzach rozliczają się w 3–5 sekund, a całkowity koszt – łącznie z opłatą sieciową – bywa niższy niż w tradycyjnym przelewie międzynarodowym. Według branżowych analiz, łączna wartość rozliczeń przetworzonych przez infrastrukturę związaną z XRP sięgała w samym II kwartale 2025 r. około 1,3 bln USD, przy czym opłata za pojedynczą transakcję to często opłata rzędu ułamków centa. Dla działów skarbu i płynności w bankach jest to argument, którego nie sposób zignorować w środowisku rosnących kosztów kapitału.

Lista instytucji, które zdecydowały się na współpracę, obejmuje banki o bardzo różnym profilu. W Europie to m.in. Santander i Standard Chartered, które wykorzystują technologię Ripple do obsługi płatności detalicznych i korporacyjnych w wielu walutach. W Stanach Zjednoczonych w sieci pojawiają się gracze pokroju Bank of America czy PNC Bank, testujący rozwiązania Ripple w wybranych korytarzach płatniczych. W Azji z kolei wyróżnia się konsorcjum skupione wokół japońskiej grupy SBI, które oferuje usługi przekazów pieniężnych z użyciem XRP m.in. do Filipin, Wietnamu i Indonezji.

Właśnie Japonia jest często wskazywana jako „laboratorium” dla rozwiązań Ripple w sektorze bankowym. Według opisywanych w mediach prognoz, nawet 80% japońskich banków miało do 2025 r. zintegrować systemy z infrastrukturą XRP, przede wszystkim po to, by usprawnić przekazy transgraniczne i rozliczenia detaliczne. Tamtejszy gigant finansowy SBI nie ukrywa, że stawia na XRP jako na kluczowy komponent przyszłego systemu płatności w regionie, a wspólne przedsięwzięcie SBI Ripple Asia rozszerza usługi o kolejne kraje Azji Południowo-Wschodniej. Dla małych i średnich banków regionalnych oznacza to dostęp do technologii, której samodzielne zbudowanie byłoby ekonomicznie nieuzasadnione.

Jednocześnie sieć Ripple rośnie nie tylko w Azji. Klienci z Bliskiego Wschodu – na przykład banki z Kataru czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich – wykorzystują ją do przyspieszenia przekazów pieniężnych migrantów i obsługi obrotu handlowego z Azją. W Ameryce Łacińskiej dołączają instytucje takie jak Banco Rendimento czy fintechy specjalizujące się w płatnościach B2B. W efekcie ponad 1 000 instytucji finansowych i firm płatniczych powiązanych z RippleNet tworzy gęstą sieć korytarzy, w której tradycyjny system korespondencyjny coraz częściej przegrywa z modelem „blockchain jako infrastruktura”.

Na pytanie, dlaczego właśnie teraz banki otwierają się na współpracę z Ripple, odpowiedzią jest nie tylko technologia, ale też prawo. Kluczowy jest finał ciągnącego się od 2020 r. sporu z amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd. Po serii wyroków częściowo korzystnych dla Ripple sąd ostatecznie potwierdził, że XRP nie zostało uznane za papier wartościowy w obrocie giełdowym, choć sprzedaż dużych pakietów instytucjonalnym inwestorom naruszała przepisy i zakończyła się nałożeniem kary. Latem 2025 r. strony zakończyły spór, uzgadniając końcowy kształt ugody. Ripple zgodziło się zapłacić 125 mln dolarów, a w zamian zyskało coś, czego brakuje większości projektów krypto: względnie jasny status prawny na największym rynku finansowym świata.

Dla banków oznacza to, że prawnicy mogą wreszcie przestać dyskutować o tym, „czy w ogóle wolno dotykać XRP”, a zacząć odpowiadać na pytanie, „w jaki sposób można go użyć zgodnie z regulacjami”. Nic dziwnego, że niedługo po zakończeniu sporu pojawiły się informacje o pracach nad funduszami ETF opartymi na XRP oraz o rosnącej obecności tokena w ofertach instytucjonalnych brokerów. Jednocześnie w raportach analitycznych coraz częściej pojawia się teza, że ugoda z SEC i 125-milionowa kara paradoksalnie wzmocniły pozycję Ripple, bo zamknęły kilkuletni okres niepewności regulacyjnej.

W tym samym czasie Ripple zaczęło coraz śmielej wychodzić poza wąskie ramy „firmy od przelewów zagranicznych”. Spółka złożyła wniosek o federalny status instytucji powierniczej w USA, a planowany podmiot – często określany przez komentatorów jako Ripple National Trust Bank – miałby zajmować się profesjonalną opieką nad aktywami cyfrowymi, tokenizacją oraz obsługą stablecoinów, a nie tradycyjną działalnością depozytowo-kredytową. Dla wielu banków komercyjnych to sygnał, że Ripple nie chce ich „ominąć”, lecz stać się elementem ich zaplecza technologicznego, działając w znanym im reżimie nadzoru prudencyjnego.

Drugim filarem tej strategii jest przejęcie spółki Rail, którą Ripple kupuje za 200 mln USD. Rail to wyspecjalizowana platforma rozliczeń stablecoinowych, która obsługuje już dziś szacunkowo 10% globalnego rynku płatności B2B z wykorzystaniem stablecoinów i współpracuje z ponad tuzinem banków jako operator infrastruktury „pod spodem”. Przejęcie tej firmy sprawia, że Ripple może zaoferować bankom pełen wachlarz rozwiązań: od rozliczeń z użyciem XRP, przez płatności w stablecoinie RLUSD, po czysto fiatowe przepływy księgowane na rachunkach w tradycyjnym systemie bankowym.

Dla instytucji przywiązanych do konserwatywnego podejścia do bilansów istotne jest to, że dzięki Rail mogą korzystać z zalet stablecoinów czy XRP, nie trzymając ich bezpośrednio w swoich księgach. Model zakłada, że to Ripple (oraz Rail) zarządzają płynnością cyfrowych aktywów, a bank rozlicza z klientami wyłącznie tradycyjne waluty. Z punktu widzenia działu ryzyka to atrakcyjny kompromis: można skorzystać z szybkości blockchaina, a jednocześnie nie tłumaczyć audytorowi, dlaczego w bilansie pojawiły się pozycje w kryptowalutach.

To wszystko nie oznacza jednak, że każdy z owych 300 banków rzucił się na XRP z otwartymi ramionami. Krytycy przypominają, że – jak wynika z publicznie dostępnych analiz – większość banków korzystających z RippleNet nie używa XRP bezpośrednio, lecz wyłącznie oprogramowania i kanałów komunikacyjnych. Dla tych instytucji Ripple jest raczej odpowiednikiem „lepszego SWIFT-u” niż bramą do świata kryptowalut. Taki model nie tworzy natychmiastowego popytu na token, ale wzmacnia sieć kontaktów biznesowych, z której w przyszłości część partnerów może przejść na rozwiązania z ODL.

Dodatkowo, największe globalne banki inwestycyjne i uniwersalne mają dziś do wyboru nie tylko Ripple, lecz także alternatywne rozwiązania oparte na prywatnych blockchainach, tokenizowanych depozytach czy własnych stablecoinach. System SWIFT, krytykowany kiedyś za powolność, wdrożył standard gpi i znacząco skrócił czas rozliczeń w wielu głównych korytarzach. W takiej sytuacji przewagą Ripple nie jest już tylko „szybkość”, ale możliwość połączenia kilku warstw – krypto, stablecoinów i klasycznego systemu bankowego – w jedną, spójną ofertę dla instytucji.

Zwolennicy XRP argumentują, że właśnie ta wielowarstwowość może w dłuższym okresie stać się przewagą konkurencyjną. Analitycy wskazują, że udział inwestorów instytucjonalnych w kapitalizacji XRP rośnie i sięga już kilkunastu procent, a wolumen obrotu w korytarzach obsługiwanych przez ODL systematycznie zwiększa się z kwartału na kwartał. W jednym z wystąpień branżowych prezes dużej japońskiej grupy finansowej określił XRP jako „transfer majątku naszego pokolenia”, podkreślając, że dla części klientów detalicznych tokeny staną się naturalnym nośnikiem wartości w międzynarodowych przepływach pieniężnych.

Z kolei prezes Ripple Brad Garlinghouse w swoich wystąpieniach przypomina, że od początku strategia firmy polegała na współpracy, a nie na konflikcie z bankami. To podejście dobrze oddaje wypowiedź sprzed kilku lat, w której stwierdził, że dla przeciętnego odbiorcy jego firma po prostu „sprzedaje oprogramowanie bankom”. Dziś powtarza, że „XRP zostało zbudowane po to, by rzucić wyzwanie bankom, ale nie po to, by je zniszczyć, tylko zmodernizować ich infrastrukturę”, a szybkie, niemal bezkosztowe rozliczenia mają być narzędziem do uwolnienia „uwięzionej” w systemie płynności.

Nie brakuje jednak głosów sceptycznych. Część analityków zwraca uwagę, że korelacja między liczbą banków w sieci Ripple a ceną XRP bywa rozczarowująco słaba. Po każdym ogłoszeniu o nowym partnerstwie liczba wpisów w mediach społecznościowych rośnie, ale kurs tokena pozostaje w trendzie zależnym raczej od globalnego sentymentu do rynku krypto niż od pojedynczych kontraktów. Inni przypominają, że dla dużych banków XRP jest jednym z wielu narzędzi – obok własnych projektów tokenizacyjnych, stablecoinów powiązanych z dolarem czy eksperymentów z walutami cyfrowymi banków centralnych.

Warto też zauważyć, że dynamiczna ekspansja Ripple wywołuje opór części środowiska bankowości lokalnej. Organizacje reprezentujące małe banki w USA zgłaszały zastrzeżenia do wniosku o przyznanie spółce federalnego statusu instytucji powierniczej, wskazując na ryzyka dla ochrony konsumenta i potencjalne „uprzywilejowanie” firm krypto względem tradycyjnych podmiotów. Z ich perspektywy pojawienie się globalnego gracza z dostępem do rachunku w banku centralnym może oznaczać kolejną falę centralizacji na rynku, który i tak jest zdominowany przez kilku gigantów.

Na tym tle obecne notowania XRP wyglądają relatywnie spokojnie. Token wciąż pozostaje poniżej historycznego maksimum z 2018 r., ale po serii zawirowań regulacyjnych i kolejnych wzrostach sektorowych jest notowany w okolicach 2,29 USD oraz 8,33 PLN, co oznacza, że w ujęciu rok do roku jego cena jest znacząco wyższa, choć ostatnie tygodnie przyniosły kilkunastoprocentowe spadki. Inwestorzy starają się ocenić, na ile rozbudowa sieci bankowych partnerstw i rozwój stablecoina RLUSD przełożą się na realny, trwały popyt na XRP, a na ile pozostaną „tłem” dla wycen kształtowanych przez ogólny cykl na rynku kryptowalut.

Patrząc w przód, kluczowe będą trzy pytania. Po pierwsze, czy banki zaczną w większej skali przechodzić z samego korzystania z infrastruktury RippleNet na pełne wykorzystanie XRP jako aktywa pomostowego, czy pozostaną przy modelu „software-only”. Po drugie, czy most między tradycyjnymi finansami a światem krypto, który Ripple buduje razem z partnerami takimi jak Rail czy konsorcjum SBI, będzie w stanie konkurować z rosnącą liczbą alternatywnych rozwiązań – od stablecoinów emitowanych przez wielkie banki, po projekty CBDC. Po trzecie, czy regulatorzy utrzymają obecną, relatywnie przewidywalną linię wobec XRP, czy też kolejne kryzysy na rynku krypto skłonią ich do zaostrzenia podejścia.

Na razie jedno jest pewne: tradycyjna bankowość nie tyle „nagle pokochała” XRP, ile stopniowo zaakceptowała fakt, że aktywa cyfrowe mogą stać się elementem infrastruktury płatniczej na równi z systemami, które powstawały przez ostatnie pół wieku. Liczba banków w sieci Ripple to w dużej mierze wskaźnik zaufania do konkretnego dostawcy technologii, ale im głębiej w te systemy wrośnie XRP jako aktywo pomostowe i źródło płynności, tym bardziej ta liczba może zacząć przekładać się nie tylko na komunikaty prasowe, lecz także na realny popyt na token. W tym sensie odpowiedź na pytanie, dlaczego banki „pokochają” XRP, będzie się rozgrywać nie w deklaracjach partnerstw, ale w suchych danych: wolumenach rozliczeń, poziomach oszczędności kosztów oraz udziale transakcji, w których XRP rzeczywiście płynie „pod spodem” między jednym bankiem a drugim.