Bitcoin (BTC) jest notowany w okolicach 89,7 tys. USD, co przy bieżącym kursie dolara względem złotego w rejonie 3,59 oznacza wycenę rzędu około 322 tys. PLN za 1 BTC. Ethereum, kluczowe dla rynku DeFi i całej infrastruktury smart kontraktów, utrzymuje się powyżej psychologicznej bariery 3 tys. USD: ethereum (EHT/ETH) jest notowane w pobliżu 3 037 USD, czyli około 10,9 tys. PLN.

W segmencie największych altcoinów uwagę przyciąga ripple, bo xrp jest notowany około 1,92 USD (około 6,89 PLN), a więc wciąż znacząco powyżej poziomów, które przez dłuższy czas ograniczały wycenę w poprzednich cyklach. Dla inwestorów nastawionych na „starszą szkołę” rynku alternatyw istotne są także BCH i LTC: BCH (Bch, Bitcoin Cash) jest notowany około 580 USD (około 2 082 PLN), natomiast LTC (Litecoin) około 77,8 USD (około 279 PLN). W praktyce oznacza to, że lokalny odbiorca w Polsce obserwuje dziś rynek nie tylko przez pryzmat dolarowych rekordów lub korekt, lecz także przez pryzmat złotowego „rachunku” i wahań USD/PLN, które potrafią dopisać lub odjąć kilka procent do realnej wyceny portfela w PLN.

W szerokim koszyku krypto widać jednocześnie, że popyt jest selektywny, a rynek nagradza projekty o większej płynności i prostszej historii inwestycyjnej. Solana, często traktowana jako barometr apetytu na ryzyko wśród altcoinów, jest notowana w okolicach 126 USD (około 452 PLN). BNB utrzymuje wysoki poziom przy około 862 USD (około 3 093 PLN), co zwraca uwagę na rolę ekosystemów giełdowych i opłat sieciowych w wycenach. Jednocześnie tokeny o profilu bardziej „detalicznym” pozostają relatywnie tanie w nominale: ADA jest notowane około 0,369 USD (około 1,32 PLN), a DOGE około 0,132 USD (około 0,47 PLN). Takie zestawienie nie przesądza o kierunku na 2026, ale pokazuje, że końcówka roku nie jest momentem, w którym rynek masowo „przerzuca się” z największych aktywów na spekulację w mniejszych segmentach. Przeciwnie – kapitał częściej wybiera pozycje, które łatwiej zamknąć, a ryzyko poślizgu cenowego jest mniejsze.

To, co inwestorzy odczuwają jako spokój na wykresie godzinowym, w tle bywa skutkiem kurczenia się płynności. W ostatnich dniach zwracano uwagę, że miary dopływu kapitału do rynku – w tym dynamika podaży największych stablecoinów – wyraźnie osłabły przed okresem świątecznym. Płynność na rynku krypto kurczy się przed Świętami, co zwiększa podatność na nagłe ruchy. Dla uczestników rynku to ważne, bo stabilność BTC i ETH w wąskim przedziale wcale nie musi oznaczać „bezpiecznego” otoczenia; oznacza raczej, że popyt i podaż są chwilowo zbalansowane przy mniejszym wolumenie, a więc równowagę można zaburzyć szybciej niż w tygodniach o pełnej aktywności instytucji.

W tym kontekście nieprzypadkowo w komentarzach dominują dwa hasła: ostrożność i zarządzanie ryzykiem. W połowie grudnia część inwestorów – według relacji rynkowych – zaczęła przesuwać się w stronę strategii, które ograniczają ekspozycję na głębokie obsunięcia w okresach słabszej płynności. W samym handlu spotowym przekłada się to na większą skłonność do realizacji zysków na wybiciach i szybsze domykanie stratnych pozycji przy cofnięciach, bez prób „dowożenia” spektakularnych scenariuszy na cienkim rynku.

Duży wpływ na nastroje ma również segment ETF-ów i narracja o instytucjonalizacji. Z jednej strony w 2025 roku wielokrotnie obserwowano okresy, w których napływy do produktów giełdowych wzmacniały trend i pomagały rynkowi wchodzić na nowe maksima, co Reuters opisywał przy okazji wcześniejszych fal popytu. Z drugiej strony końcówka grudnia przyniosła sygnały, że część kapitału potrafi też z tych produktów odpływać – i nie zawsze przekłada się to na natychmiastowy spadek ceny BTC, bo równolegle działa popyt długoterminowy i redukcja podaży na giełdach. Przepływy w ETF-ach bywają dziś dla rynku równie ważne jak klasyczne dane makro. Odczyty o odpływach/napływach pojawiające się w rynkowych trackerach są przy tym traktowane jak szybki „termometr” sentymentu, nawet jeśli inwestorzy podchodzą do nich z ostrożnością i patrzą na potwierdzenia w cenie oraz wolumenie.

W obiegu funkcjonuje też świeży motyw regulacyjny, który w końcówce 2025 roku nabiera kształtu bardziej „systemowego”. W Europie MiCA stała się ramą, do której dopasowują się zarówno instytucje nadzorcze, jak i giełdy czy emitenci. MiCA zmienia architekturę europejskiego rynku krypto, przenosząc ciężar z „dzikiego Zachodu” na reżim licencyjny i nadzorczy. Jednocześnie w Wielkiej Brytanii regulator rozpoczął konsultacje dotyczące nowych zasad dla branży, obejmujących m.in. standardy dla platform, wymogi dotyczące przejrzystości ryzyka oraz mechanizmy ograniczające nadużycia rynkowe. W ujęciu inwestycyjnym nie jest to jedynie kwestia „czy regulacje są dobre lub złe”, ale tego, że rynek dostaje coraz więcej z góry zdefiniowanych warunków gry, co sprzyja instytucjom, a utrudnia część modeli opartych na niskiej transparentności.

Na drugim biegunie regulacyjnej dyskusji pozostają stablecoiny, które dla krypto są tym, czym dla rynków tradycyjnych jest krótkoterminowa płynność w dolarze. Europejski Bank Centralny ostrzegał niedawno, że stablecoiny mogą „draw valuable retail deposits away” z banków oraz że potencjalny „run” mógłby mieć szerokie konsekwencje stabilnościowe. Z perspektywy rynku to ważne, bo stablecoiny nie są już dodatkiem do krypto, lecz elementem infrastruktury obrotu i rozliczeń. Każde ryzyko systemowe w tym segmencie ma potencjał, by przenieść stres na ceny aktywów bazowych, a w końcówce roku – gdy płynność jest mniejsza – nawet umiarkowany impuls potrafi wywołać większą falę.

Na narracje wpływa również polityka i oczekiwania wobec 2026 roku, zwłaszcza w USA. Reuters zwracał uwagę na zmianę tonu otoczenia politycznego wobec branży i na to, że rynek odczytuje działania administracji jako bardziej sprzyjające cyfrowym aktywom, choć równolegle rosną pytania o konflikt interesów oraz o to, jak wyglądałaby reakcja państwa w razie kryzysu w segmencie stablecoinów lub infrastruktury obrotu. Dla wycen na końcówce 2025 roku to czynnik podtrzymujący przekonanie, że rynek jest „bardziej ucywilizowany” niż w poprzednich cyklach, ale nie usuwa ryzyka – zmienia raczej mapę ryzyk, przesuwając część napięć z poziomu technologicznego na poziom regulacyjno-instytucjonalny.

W ostatnich tygodniach w pamięci inwestorów nadal żyją także epizody gwałtownych spadków, które w 2025 roku obnażały znaczenie dźwigni. Reuters opisywał, że w październiku doszło do wyjątkowo dużych likwidacji pozycji lewarowanych, co przypomina, że w krypto to właśnie lewar często jest akceleratorem ruchu – w górę i w dół. Wysoka dźwignia i kaskadowe likwidacje pozostają mechanizmem, który potrafi w kilka godzin zmienić „spokojny rynek” w rynek paniczny. W praktyce oznacza to, że na finiszu roku inwestorzy coraz częściej patrzą nie tylko na cenę BTC, ale też na wskaźniki finansowania, otwarte zainteresowanie na kontraktach i zachowanie rynku stablecoinów, bo to one podpowiadają, czy pod powierzchnią nie rośnie napięcie.

W samej dynamice cenowej poniedziałek nie przyniósł przełomu, co część komentatorów tłumaczy właśnie niską aktywnością i wyczekiwaniem na dane makro z USA. W przekazach rynkowych dominowało ujęcie, że bitcoin pozostaje relatywnie stabilny w wąskim przedziale, a ethereum utrzymuje się powyżej 3 tys. USD, przy ograniczonej gotowości rynku do podejmowania dużych zakładów przed końcem roku. Taki obraz pasuje do końcówki 2025: po miesiącach, w których kryptowaluty potrafiły być areną gwałtownych rotacji kapitału, ostatnie sesje częściej przypominają „czas domykania” niż czas budowania nowych, agresywnych pozycji.

Równolegle rynek żyje prognozami na 2026, ale na finiszu roku są one czytane bardziej jako element narracyjny niż bezpośredni bodziec do działania. W ostatnich dniach pojawiały się m.in. scenariusze wzrostowe dla BTC w ujęciu rocznym, osadzone w przekonaniu o dalszej adopcji przez kanał ETF-owy i w oczekiwaniu na stabilniejsze regulacje. Końcówka 2025 roku to moment, w którym rynek krypto próbuje jednocześnie wycenić instytucjonalizację i nie zapomnieć o własnej zmienności. Ta dwoistość jest widoczna również w zachowaniu inwestorów detalicznych: część traktuje stabilność BTC w pobliżu kilkudziesięciu tysięcy dolarów jako potwierdzenie „dojrzałości” aktywa, część – jako ciszę przed kolejną falą, w której znów zadziałają te same mechanizmy, co zawsze: płynność, lewar, sentyment i nagłe decyzje polityczne.

Dla polskiego odbiorcy końcówka roku ma jeszcze jeden wymiar: złotówkowy. Wycena w PLN realnie wpływa na postrzeganie ryzyka, bo złoty – nawet przy względnie spokojnych kursach – potrafi zmienić obraz portfela w krótkim czasie, szczególnie gdy rynek krypto wykonuje kilka procent ruchu, a USD/PLN dodaje własny komponent zmienności. Notowania w PLN nie są tylko „przeliczeniem” – to odrębny filtr ryzyka i emocji inwestorów. Z tego powodu w Polsce często widać asymetrię decyzji: szybciej pojawia się realizacja zysku po wzroście BTC w złotych, a wolniej – odkupienie po korekcie w dolarach, jeśli kurs walutowy w międzyczasie pogorszył opłacalność wejścia.

Na tym etapie roku trudno wskazać jeden dominujący czynnik, który przesądzi o kierunku w najbliższych dniach. Kluczowe pozostaną: płynność w okresie świątecznym, zachowanie przepływów w produktach instytucjonalnych oraz ton danych makro z USA, które potrafią przestawić globalny apetyt na ryzyko. Rynek kryptowalut domyka 2025 rok w trybie „kontroli szkód”: mniej brawury, więcej dyscypliny. Jednocześnie sama stabilizacja cen na wysokich poziomach utrzymuje w grze scenariusz, w którym początek 2026 roku przyniesie powrót większych wolumenów, a wraz z nimi – ostrzejszą selekcję projektów i bardziej zdecydowane ruchy na parach BTC, ETH oraz w koszyku altcoinów, w tym ripple/xrp, Bch i LTC.