Cel jest jasny – niedopuszczenie, aby obecne ceny rynkowe musiały przełożyć się na faktyczne ceny płacone przez firmy i gospodarstwa domowe. Jest to także wyjątkowo cel wspólny niemal wszystkich unijnych polityków – nieosiągnięcie go oznacza zderzenie się z falą (bardzo delikatnie mówiąc) niezadowolenia społecznego. Motywacja do działania jest zatem duża. Co jest brane pod uwagę? Mówi się o trzech rozwiązaniach: wprowadzenie limitów cen gazu i prądu, rozłączenie notowań prądu od gazu (jakkolwiek miałoby to działać, bo energia krańcowa w UE pochodzi właśnie z gazu) oraz jednorazowe opodatkowanie firm osiągających nadzwyczajne zyski wynikające z sytuacji energetycznej, które sfinansują subsydiowanie tańszej energii (niemiecki minister gospodarki nazwał nawet te podatki koniecznymi, aby uniknąć napięć społecznych). Czy to może się udać? Tak, jeśli plan będzie czytelny i towarzyszyć będzie mu realny spadek zużycia energii. Pamiętajmy bowiem, że Unia jest jej importerem netto, ostatecznie więc za ten import musi zapłacić ceny rynkowe, a potem ewentualnie w dowolny sposób rozłożyć ich przełożenie na obywateli. Unia ma niestety długą historię przesadnych interwencji i przerośniętej biurokracji, które ograniczają funkcjonowanie mechanizmów rynkowych i trudno zaprzeczyć, że te pomysły wpisuję się w tę kategorię. Patrząc jednak czysto rynkowo, klarowność sytuacji może zmniejszyć zmienność cen i pomóc uniknąć wielu chaotycznych sytuacji (której mocno medialnym przykładem były ostatnie decyzje Anwilu). Czekamy więc na kolejne szczegóły.
We wtorkowym kalendarzu sporo publikacji danych, z czego najważniejsza to wstępne dane o sierpniowej inflacji w Niemczech (13:00, konsensus 7,8%). O 7:40 euro kosztuje 4,7380 złotego, dolar 4,7361 złotego, frank 4,8972 złotego, zaś funt 5,5447 złotego.