Amerykańskiej walucie pomagają również wypowiedzi członków zarządu Europejskiego Banku Centralnego, którzy ostrzegają, że europejska gospodarka nie uniknie odczucia skutków kryzysu finansowego w Stanach. Inwestorzy skłaniają się ku opinii, że publikowane w najbliższym okresie dane makroekonomiczne z Eurolandu będą na tyle niekorzystne, że będziemy mogli nastawiać się na pierwsze cięcia stóp procentowych w strefie euro już pod koniec tego półrocza.

Dziś w kalendarzu dwie istotne publikacje z Eurolandu: indeks PMI w sektorze produkcyjnym oraz indeks PMI w sektorze usług (dane wstępne za marzec). Prognozy mówią o 51,9 pkt. dla PMI w sektorze produkcyjnym i 52 pkt. dla sektora usług. W lutym obydwa indeksy osiągnęły poziom 52,3 pkt. Jednym z powodów, z których gospodarka strefy euro może tracić dynamikę jest silne euro. Tempo umacniania się wspólnej waluty w ostatnim czasie mogło spowodować przejściowe trudności dla europejskich eksporterów, którzy potrzebują więcej czasu, aby dostosować się do zmian.

Pozostałe publikacje danych makroekonomicznych to – o 10:30 – sprzedaż detaliczna oraz podaż pieniądza w Wielkiej Brytanii (dane za luty). Przewiduje się, że sprzedaż detaliczna spadła o 0,2% w ujęciu miesięcznym (lecz wzrosła o 3,6% w ujęciu rocznym) oraz że podaż pieniądza wzrosła o 12,9% w ujęciu rocznym. Od 13:30 rozpocznie się publikacja danych ze Stanów Zjednoczonych. O tej godzinie poznamy dane o liczbie noworejestrowanych bezrobotnych (prognozuje się 360 tys.), o 15:00 zaś podane zostaną odczyty indeksu Fed z Filadelfii oraz indeksu wskaźników wyprzedzających. Poprzednia publikacja indeksu Fed z Filadelfii (-24 pkt.) spowodowała znaczne zawirowania na rynkach finansowych i osłabienie dolara. Obecnie przewiduje się odczyt na poziomie -18,3 pkt. Indeks wskaźników wyprzedzających spadnie według analityków o 0.3%.

Dziś o poranku nastroje na dalekowschodnich giełdach są mieszane: w Chinach giełdy odnotowują wzrosty, w Hong Kongu jednak HangSeng traci 3,5%. Giełdy japońskie dziś nie pracują z powodu święta równonocy wiosennej.

Wczorajsza publikacja danych o dynamice produkcji przemysłowej w Polsce wywołała komentarze, w których przekonywano, że wreszcie możemy być spokojni o inflację, ponieważ wzrost produktywności pracy jest szybszy niż wzrost płac. Komentujący zapominają jednak, że do produkcji potrzebna jest nie tylko praca, ale również kapitał, którego udział w przyroście wartości wytworzonej produkcji wynosi ponad 30%. Wynagrodzenia pracowników wciąż rosną szybciej niż produktywność pracy.

Dziś na rynku złotego rozpoczynamy od osłabienia naszej waluty zarówno wobec euro, jak i dolara. Dzieje się tak głównie wskutek wzrostu wartości greenbacka i obaw, że europejska gospodarka zwolni. Kondycja gospodarki polskiej natomiast bardzo mocno zależy od tego, jak radzi sobie Europa Zachodnia.