Zacznijmy od sytuacji w Niemczech. Przypomnimy, że kryzys na tamtejszej scenie politycznej ma źródło w Bawarii, gdzie CSU – mniejsza partia z duetu CDU/CSU, który rządził w Niemczech przez większość czasu od II Wojny Światowej, zażądała zdecydowanego rozwiązania problemu imigrantów obawiając się spadku poparcia w wyborach lokalnych. Jej szef zagroził podaniem się do dymisji i wyjściem z koalicji. Dla inwestorów był to pewien szok, gdyż Niemcy zazwyczaj przyzwyczaiły do stabilności na scenie politycznej, a potencjalnych napięć można było oczekiwać raczej na linii z SPD, która to partia była największym przegranym ostatnich wyborów i niechętnie przystąpiła do koalicji. Do rozpadu koalicji ostatecznie nie doszło bo nie jest to w interesie partii rządzących – nowe wybory niemal na pewno oznaczałyby zysk dla skrajnej AfD, a dodatkowo sondaże pokazywały, że wyborcy krytycznie patrzą na manewr wykonany przez CSU. Mamy zatem porozumienie w myśl którego na granicy Niemiec z Austrią mają powstać centra dla uchodźców, gdzie będzie weryfikowany ich status azylowy. Dla rynków oznacza to zdjęcie bezpośredniej presji z euro, a to dobra wiadomość dla złotego. Oczywiście nie rozwiązuje to w istotny sposób problemów migracji w Europie, które już zaowocowały bardzo poważną polityczną zmianą we Włoszech i trzeba się przygotować na kolejne potencjalne napięcia.
Uspokojenie sytuacji politycznej w Niemczech nie jest też gwarancją poprawy koniunktury na rynku złotego. Presja na waluty rynków wschodzących bierze się przede wszystkim z kombinacji mocnego dolara i obaw o wpływ wojen handlowych. Dobrze widać to w kursie chińskiego juana, który tylko w czerwcu osłabił się wobec dolara o 4%, a jest to waluta względnie stabilna (jej kurs jest powiedzmy „moderowany” przez bank centralny). Jest to zarazem wyraz obaw o to jak cła wpłyną na chiński eksport, ale być może też celowe działanie chińskich władz, które chcą w ten sposób zwiększyć konkurencyjność eksportu. Efekt jest jednak taki, że obserwujemy zdecydowany odwrót z wszystkich rynków wschodzących, a sytuacja na złotym i tak jest względnie dobra. Nie wspominając o takich rynkach jak Trucja, Argentyna czy Brazylia, które przeżywają lub otarły się w tym roku o kryzys walutowy warto wspomnieć choćby o Węgrzech, gdzie kurs euro wobec forinta wczoraj wspiął się po raz pierwszy w historii powyżej poziomu 330. Kluczowe zatem będzie uspokojenie sytuacji na froncie globalnym, co mogłoby przynajmniej zahamować odpływ kapitału z rynków wschodzących, potrzebne jest jednak przekonanie, że etap eskalacji napięć handlowych jest już zakończony. We wtorek o 9:00 euro kosztuje 4,3996 złotego, dolar 3,7771 złotego, frank 3,7999 złotego, zaś funt 4,9666 złotego.