Zasadniczo zakładamy taki właśnie scenariusz na początku stycznia 2018 – aczkolwiek zawsze istnieje szansa na mocny skok ku ostatecznm szczytom, tym z września, plasującym się przy 1,21. Wymagałoby to jednak zapewne jakiegoś konstruktywnego argumentu. Tymczasem dziś kalendarium nie zawiera zbyt wielu danych. Wątpimy, by w ostatnich chwilach roku (roboczego) rynkiem wstrząsnęły wiadomości takie jak podaż pieniądza M3 w Strefie Euro (o 10:00) czy nawet inflacja CPI w Niemczech (o 14:00).
GBP/EUR porusza się w bardzo wąskim, krawędziowym pasie – można go opisać jako zakres 1,1250 – 1,1290. Ten stan rzeczy utrzymuje się od dobrych kilku sesji. GBP/USD przez kilka dni też tak wędrował, ale trzy ostatnie dni, licząc godziny piątkowe, które dotąd upłynęły, to już wyraźna zwyżka – czyli spadek wartości dolara kosztem funta. Mamy 1,3455.
Udało się!
Jedni się cieszą, inni nie – zależnie od tego, po której ktoś jest stronie rynku. Tym niemniej polskiej walucie rzeczywiście udało się wyraźne wzmocnienie. Teraz rodzi się zasadnicze pytanie: czy na euro-złotym i dolar-złotym widzimy ostre, ale jednak chwilowe i nieco przedwczesne testy dolnych granic, czy też to początek nowej fazy na dużo niższych poziomach?
W przypadku EUR/PLN mamy przebicie konsolidacji, zejście poniżej 4,18. W teorii to otwarcie drogi do 4,1675, a nawet do 4,1515, biorąc pod uwagę minima z maja. Na dolarze z kolei jesteśmy tak nisko, jak nie byliśmy (trwale) od roku 2014 – tzn. złoty jest tak silny.