Naturalnie jest też możliwy odwrót, podobnie jak to było w listopadzie, gdy wykres dochodził z grubsza tam, gdzie teraz. O ile taki odwrót nastąpi, to raczej już w pierwszych dniach Nowego Roku, a nie jutro. Znamienne jednak, że dolarowi nie pomógł dobry odczyt indeksu Chicago PMI, który pojawił się dziś o 15:45: 67,6 pkt, gdy oczekiwano poziomu 62,5 pkt.

Jeśli połączymy na wykresie minima z listopada i grudnia, to otrzymamy klarowną linię wzrostową. Wszystko to rozgrywa się wszelako w szerokim pasie 1,1560 – 1,21 (w przybliżeniu), który można obserwować już od wakacji.

Złoty daje z siebie wszystko

Mamy 4,1740 i mniej na wykresie EUR/PLN. Tym samym rozbito konsolidację, która trwała od końcówki listopada, a dla której ostatnią, najniższą linią obrony był poziom 4,18. Czuć w tym powiew spekulacji, tak więc nie można wykluczyć silnego odbicia po Nowym Roku, ale jeśli jutro dzisiejszy ruch zostanie potwierdzony, to odbicie to może zatrzymać się właśnie przy "osiemnastce". A od strony południowej "do zrobienia" jest np. rejon 4,1675, patrząc na niskie kursy z maja (formalnie kreślono nawet dołek na 4,1515).

Na USD/PLN zmiany są jeszcze bardziej historyczne: mamy niewiele ponad 3,49. Trwale w tym rejonie wykres pary wędrował w roku 2014 – trzy lata temu. Oczywiście także i tu jest możliwy odwrót, ale czy przypadkiem nie okaże się on jedynie korektą do 3,5175 – 3,52?