W oczekiwaniu na piątkową publikację danych z rynku pracy nastroje na rynkach nieco się pogorszyły. Indeksy w Europie w większości spadały w ślad za zachowaniem giełd w Azji (Dziś na Nikkei225 odreagowanie zniżek). WIG20 po niemrawym odbiciu w połowie tygodnia powrócił do dominującej od kilku dni tendencji. Złoty osłabł, choć para EURPLN nie zdołała trwale wybić się ponad ważny poziom 4,2150. W reakcji na komentarze ze strony Rady Polityki Pieniężnej wyprzedaż zahamowały rodzime obligacje 2- i 5-letnie. Z kolei solidnie wzrosty cen odnotowały 10-latki. Ich rentowność jest na najniższym poziomie od połowy września (3,25 proc.).

Piątkowe odczyty ilości nowych miejsc pracy, bezrobocia, dynamiki wynagrodzeń i innych wskaźników rynku pracy ze Stanów Zjednoczonych (o 14.30), jakiekolwiek by nie były, nie zmienią planów Rezerwy Federalnej na posiedzenie 13 grudnia. Stopa funduszy federalnych wzrośnie do przedziału 1,25-1,5 proc. Sytuacja na rynku pracy w największej gospodarce świata może ewentualnie dać wskazówki co do tego, kiedy będzie miała miejsce kolejna podwyżka. Spodziewamy się, że Fed zdecyduj się na nią już w marcu. Wiele jednak będzie zależało od tego, jak rynki finansowe zachowają się w pierwszych tygodniach nowego roku.

Od początku 2018 r. wyraźnie obniżać się będzie ilość pieniędzy dostarczanych na rynek ze strony banków centralnych. W listopadzie i grudniu odnotowano lokalny szczyt tempa powiększania aktywów na rachunkach 4 największych banków traktowanych łącznie (Fed, EBC, Bank Japonii, Bank Anglii). Od stycznia Fed przyspieszy z 10 do 20 mld USD miesięcznie proces zmniejszania sumy bilansowej. EBC zredukuje skalę QE z 60 do 40 mld EUR miesięcznie. Względnie stabilnie skupował aktywa będzie nadal Bank Japonii, zaś mało istotny, ale ostatnio też powiększający bilans Bank Anglii, również zmniejszy aktywność. Czy ostatnie nerwowe ruchy na niektórych indeksach czy instrumentach to dowód wzrostu niepewności w zakresie tego, co przyniesie nowy rok?

Spodziewamy się, że najbliższe tygodnie na rynkach upłyną w mniej sielskiej atmosferze. Wzrośnie awersja do ryzyka, pojawi się więcej niepewności i obaw. W takim środowisku złoty, choć najpewniej wykaże względną (w porównaniu do podobnych walut) stabilność, nie ustrzeże się wyprzedaży. Zakładamy co najmniej kilkuprocentowe osłabienie w horyzoncie stycznia. W przypadku poważniejszych zawirować lub kontynuacji odbicia inflacji pogarszającej fundamentalną pozycję waluty, możliwa jest silniejsza i dłuższa przecena.