Kluczowym czynnikiem napędzającym ruch na kluczowej parze będą oczekiwania na dalsze kroki Fed i EBC w sprawie przyszłości polityki pieniężnej. Decyzje 7 i 20 września.

Spadki euro nabierają rumieńców. Coraz bardziej prawdopodobne staje się bowiem już nie tylko to, że program QE Europejskiego Banku Centralnego (EBC) potrwa w niezmienionej formie do końca roku (rynek od połowy roku spekulował o jego redukcji), ale zostanie wydłużony na 2018 r. Niedawna wypowiedź prezesa Bundesbanku J. Wiedmanna o tym, że nie należy gwałtownie przerywać skupu obligacji (zwracaliśmy na nią uwagę w naszych komentarzach), tylko pozornie została zignorowana przez rynek. Okazuje się, że wybicie kursu EUR/USD ponad 1,19 było fałszywe. Rynek przebywał powyżej tej bariery jedynie niecałe 3 doby. Wczoraj poziom ten został przełamany, co wygenerowało sygnał kontynuacji spadków w kierunku 1,17.

Dane z USA ponownie mocne i nie należy oczekiwać, że dzisiejsze z rynku pracy będą gorsze. Mała liczba wykreowanych etatów może być ewentualnie efektem braku możliwości znalezienia odpowiednich pracowników, a nie samej konieczności ich zatrudnienia. Wczorajsze odczyty wydatków na konsumpcję i dochodów Amerykanów pokazały utrzymującą się pozytywną trajektorię zmian tych pierwszych i rosnącą (w końcu!) presję na wzrost wynagrodzeń (najwyższy wzrost mdm od lutego). Raporty zwiększają presję na Fed, by kontynuował proces zacieśniania polityki pieniężnej w tej czy/(i?) innej formie (podwyżki stóp oraz zwijanie QE). Spodziewamy się, że na posiedzeniu 20 września Rezerwa ogłosi, że częściowo przestaje reinwestować środki z posiadanych aktywów. Nadal w mocy pozostaje także scenariusz podwyżki oprocentowania w grudniu. W oczekiwaniu na te decyzje dolar będzie naszym zdaniem systematycznie odrabiać straty.

GUS potwierdził wstępny odczyt dynamiki PKB w Polsce w II kw. br. (3,9 proc. rdr). Motorem wzrostu gospodarczego pozostała konsumpcja (4,8 proc. rdr po 4,9 proc. w I kw.). Dodatni wkład także ze strony nakładów brutto na środki trwałe (0,1 pkt proc., wzrost o 0,8 proc. rdr). Jednak aż za 1,9 pkt proc. PKB (z 5,4 pkt proc. popytu krajowego) odpowiadał wzrost zapasów. Silnie negatywną kontrybucję odnotowano także w saldzie obrotów handlowych (-1,5 pkt proc.). To nie jest zatem wymarzona struktura wzrostu PKB. Nie traktujemy jednak danych jako zapowiedzi pogorszenia koniunktury w Polsce w kolejnych kwartałach. Przeciwnie. Wszystko wskazuje na to, że w II poł. toku, kiedy na dobre ruszą inwestycje, tempo wzrostu wyraźnie przekroczy poziom 4 proc., co finalnie w całym 2017 r. da wynik lekko powyżej tej wartości. Przekonany jest o tym wiceminister rozwoju J. Kwieciński, który na gorąco komentował raport GUS. Jest to zatem wynik lepszy od zapisanego w budżecie (3,6 proc.). Nie ma zatem w horyzoncie najbliższych kwartałów ryzyka niezrealizowania założeń. To ważne w kontekście ocen Polski przez agencje ratingowe. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę ich konserwatywne podejście w kierunku poprawy ratingów gospodarek wschodzących, wątpliwe, by któraś z nich zdecydowała się podnieść naszą ocenę.