Wynik był więc rozczarowujący. Co prawda eurodolar już wcześniej szedł na południe, jeśli wziąć za punkt odniesienia np. nocne szczyty przy 1,1820, ale można podejrzewać, że niemiecki odczyt nie pomógł wspólnej walucie. Wieczorem mamy 1,1750. Oczywiście konsolidacja nadal trwa, w tej kwestii nic się nie zmieniło. I oczywiście czekamy na jutrzejsze dane PMI tudzież na piątkową konferencję w Jackson Hole.
Dodajmy jeszcze, że na dolar mógł mieć pozytywny wpływ fakt, że indeks Richmond Fed utrzymał poziom 14 pkt, choć podejrzewano zejście do 12 pkt.
Nasz polski temat
EUR/PLN jest przy 4,27 – złoty zyskuje na osłabieniu euro na głównej parze, ale i tak skłonni jesteśmy podejrzewać, że eurodolar utrzyma konsolidację, a złoty mimo wszystko nie zarobi przesadnie dużo. Nawiasem mówiąc, taki scenariusz – w którym trwający od połowy maja trend wzrostowy na euro-złotym stopniowo rozmywa się w konsolidacji, odbijając w ten sposób nastroje głównej pary, też prezentowaliśmy parę tygodni temu. Aby móc mówić o konkretnym, ostrym, zdecydowanym potwierdzeniu tendencji wzrostowej, trzeba by wpierw wyraźnie przebić 4,30.
Na dolarze mamy 3,6330, zakres wahań ostatnich dwóch tygodni to ok. 3,6120 – 3,6650 (przybliżenie, jak zwykle). Funt stoi po 4,66 – tak więc nie można powiedzieć, by PLN zarabiał jakoś drastycznie, jakkolwiek (nie)dawne wsparcie w rejonie 4,68 – 4,69 może teraz uchodzić za obszar oporowy.