Po wielu miesiącach deprecjacji korekta techniczna była naturalną kwestią, zwłaszcza jeśli przyszły korzystne dla USD odczyty z rynku pracy (raporty payrolls i JOLTS, pierwszy o zatrudnieniu i bezrobociu, drugi o miejscach pracy).

Jest to, swoją drogą, ciekawe w kontekście napięcia na linii Waszyngton – Phenian. Z jednej strony dolar może się tradycyjnie jawić jako jedno z bezpiecznych aktywów, z drugiej – napięcie dotyczy przecież właśnie USA, ojczyzny dolara. W każdym razie dowództwo wojsk KRL-D ostro zaatakowało Trumpa, na razie rzecz jasna tylko słownie, prezentując jego wypowiedzi jako pełne bzdur, a jego samego jako pozbawionego rozumu. Jak wiemy, Trump zapowiedział, że jeśli KRL-D poczyni jakieś kroki zbrojne przeciw USA, to spotka się z potężną i wyniszczającą reakcją.

Do dolara zyskał wczoraj np. frank szwajcarski, aktywo jeszcze bezpieczniejsze. Para CHF/USD przesunęła się, patrząc na nasze godziny, z 1,0275 niemal do 1,04, teraz jest jednak nieco niżej.

Nad ranem, by przejść do danych makro, rozczarował japoński odczyt o zamówieniach na maszyny i urządzenia, oczekiwano za czerwiec +3,7 proc. m/m, było -1,9 proc. m/m. O 8:45 poznamy francuską produkcję przemysłową, o 9:30 szwedzką, o 10:30 – brytyjską. Ta ostatnia może się okazać istotna. Para GBP/EUR lokuje się przy 1,1070, a zatem dość nisko, bo jeszcze parę dni temu było chwilami 1,12, a w poprzednim miesiącu bywało więcej niż 1,14. Funt stracił też do złotego, choć wczoraj część strat odrobił, jako mimo wszystko bezpieczniejszy niż PLN w kontekście potencjalnych i realnych niepokojów geopolitycznych.

O 14:30 mamy inflację PPI z USA i tamtejsze wnioski o zasiłek (tygodniowe), o 16:00 publicznie się wypowie William Dudley z Fed.

Orzeł polski – jak leci?

Jeszcze niedawno, przez kilkoma dniami, na funcie testowano wsparcie w rejonie 4,68 – 4,69 (w przybliżeniu). Oczekiwaliśmy, ogólnie rzecz biorąc, że utrzyma się przynajmniej do dnia dzisiejszego, bo rynek poczeka na dane przemysłowe z GB. Zasadniczo oczywiście to podtrzymujemy, przy czym teoretycznie może się okazać, że nawet słabe dane nie doprowadzą do rozbicia wsparcia. Rzecz w tym, że rynek po prostu startuje z wyższych poziomów, para bowiem zdążyła się przesunąć w obszar 4,72 – 4,73. No i oczywiście dane mogą być dobre, a to dałoby paliwa funtowi.

Poza tym złotemu, jak to zwykle bywa z walutami tzw. rynków wschodzących (wschodzimy już prawie 30 lat, kiedy w końcu wzejdziemy?), nie służą negatywne informacje polityczne. Stąd straciliśmy też do euro, franka czy dolara. Na USD/PLN testowano 3,65, na EUR/PLN broni się jeszcze poziom 4,27, ale jednak był naruszany. Jeśli się mimo wszystko utrzyma, to nie liczymy na jakąś odmianę generalnej tendencji, niemniej może nas czekać rozmycie się wykresu w kilkugroszowym pasie. Wtedy nabywcy euro musieliby za zupełnie niezłe uznawać kursy takie jakie daje się chwytać od końcówki lipca, czyli np. 4,23 – 4,24. Ogólnie jednak obstawiamy stopniowe osłabianie się złotego, tak czy inaczej. Obecna sytuacja przypomina trochę tę z końca 2015 i początku 2016, najpierw długotrwały proces wzmocnienia PLN do euro, trwający kilka miesięcy – a potem odwrót. Aby to uniemożliwić, musielibyśmy mieć splot paru czynników, w tym gwarancję, że EBC nie zacznie ograniczania operacji QE i zmierzania ku podwyżce stóp. Wydaje się jednak, że nawet z powodów prawno-organizacyjnych EBC musi pójść w tę stronę.