Rezerwa Federalna podtrzymuje stanowisko, że spadek inflacji w Stanach Zjednoczonych ma przejściowy charakter i z czasem ona przyspieszy. Podnosi zatem stopy procentowe, w prognozach ich oczekiwanego poziomu w przyszłości (dot charts) pozostawia 3 ruchy w górę w przyszłym roku, co oznacza brak większych zmian w stosunku do marca, a prezes Fed J. Yellen względnie jastrzębio wypowiada się na konferencji pasowej. Jak się jednak okazuje nie zmienia to istotnie nastawienia inwestorów w kwestii przyszłych zmian w polityce pieniężnej największego banku centralnego świata. Rynek nie tylko nie wierzy, że stopy wzrosną w przyszłym roku o kolejne 0,75 pkt bazowych, ale widzi zaledwie 37-proc. prawdopodobieństwo podwyżki przed końcem tego roku.
Taka sama sytuacja ma miejsce na dolarze. Jak na razie reakcją spekulantów na jastrzębi Fed był jednodniowy wzrost wartości amerykańskiej waluty, za którą poszła krótkoterminowa wyprzedaż walut emerging markets (do tego pewne znaczenie mogło mieć również nałożenie amerykańskich sankcji USA na Rosję dotyczące budowy rurociągu Nord Stream II). Po przetestowaniu 2-tygodniowych dołków, tj. poziomu 1,1140 kurs EUR/USD, powrócił powyżej 1,1200. Na indeksie dolara korekcyjne odbicie było niemal niezauważalne.
Rozdźwięk między tym, jak Fed życzyłby sobie, by sytuację postrzegał rynek oraz jak dużo ryzyka uwzględniał w cenach, a tym, co faktycznie mam miejsce, jest wciąż bardzo głęboki. Czy zatem, pomijając krótkoterminowe szumy, po raz kolejny reakcją rynków na podwyżkę stóp procentowych będzie złagodzenia warunków kredytowych? Jest to bardzo prawdopodobne. Spodziewamy się, że tym razem jednak rynek nabierze nieco więcej wątpliwości i dojdzie do trwającej kilka tygodni zmiany obowiązujących dotychczas trendów. Nie będzie to może wynik wiary, że za ostrzejszą retoryką Fed pójdą czyny w postaci kolejnych podwyżek stóp, ale obaw, że z amerykańską gospodarką nie dzieje się najlepiej.
W piątek mieliśmy kolejny dowód na to, że oczekiwane przyspieszenie aktywności będzie trudne do realizacji. Departament Handlu podał bardzo słabe dane o aktywności na rynku nieruchomości w maju. Odnotowano spadek liczby rozpoczętych budów domów świadczący o bieżącej kondycji, ale, co ważniejsze z punktu widzenia przyszłych trendów, załamanie w wydanych pozwoleniach na budowę. Wraz z czwartkowym, najsłabszym od lutego odczytem indeksu Stowarzyszenia Amerykańskich Deweloperów dane świadczą źle o kluczowym sektorze gospodarki USA. Do tego dochodzą gorsze nastroje konsumentów (raport Uniwersytetu Michigan).
Pozostajemy na stanowisku, że w przyszłym roku w Stanach Zjednoczonych koniunktura ulegnie zdecydowanemu pogorszeniu i Fed nie tylko nie podniesie stóp w takim tempie, jak zakłada w ostatnich prognozach, ale być może uciec się będzie musiał do złagodzenia polityki monetarnej. To nie jest korzystna perspektywa dla waluty USA.