Słabnące obligacje z krótkiego końca krzywej to wyraz obaw o bardziej restrykcyjną politykę pieniężną w dalszej części roku.

Ceny wrażliwych na zmiany stóp procentowych banku centralnego krótkoterminowych amerykańskich obligacji od kilku dni mocno spadają. Są w rejonie najniższych wartości od końca 2008 r. Pomimo niższych odczytów inflacji CPI (wczoraj bazowej z Polski) nastrój odwrotu od podobnych im aktywów udziela się także inwestorom z innych krajów. Roczne bony rządu RP spadły wczoraj do najniższego poziomu od 3 miesięcy. A nie dalej jak w środę prezes NBP A. Glapiński oddalił perspektywę podwyżki stóp procentowych w Polsce poza 2018 r. Co zatem tak zniechęca graczy do obligacji? Czyżby obawiali się, że Fed, wcześniej niż sądzono, ogłosi zamiar wstrzymania reinwestowania środków z programu ilościowego łagodzenia (redukcja sumy bilansowej)?

To bardzo prawdopodobne. Jednocześnie jednak perspektywa następnych ruchów w górę po dzisiejszej podwyżce stopy funduszy federalnych do 1-1,25 proc. jest coraz mniej prawdopodobna. Dane z USA, jeśli zaskakują, to najczęściej negatywnie. Indeksy zaskoczeń dla największej gospodarki świata nurkują. Fed w przyszłości może mieć coraz większe trudności z uzasadnieniem decyzji o zacieśnieniu polityki monetarnej. W naszej ocenie w tym roku amerykańskie PKB, jeśli przyspieszy, to niewiele. W przyszłym spodziewamy się już wyraźnego spowolnienia, łącznie z możliwością odnotowania pierwszych symptomów recesji. Gdyby ta teza miała się wypełnić, podnoszenie stóp obecnie mijałoby się z celem. Dziś zaskoczenia nie będzie, ale co do kolejnych ruchów w górę jesteśmy coraz bardziej sceptyczni.

A co z komunikatem? Kluczową sprawą jest wspomniane podejścia do redukcji sumy bilansowej banku (odwrotne QE). Pojawienie się w przekazie zamiaru rozpoczęcia tego procesu w najbliższych miesiącach (IV kw.?) pchnie dolara w górę. Będzie to dla graczy sygnał, że trzeba akumulować walutę USA, bo w przyszłości będzie jej mniej.

Przed dzisiejszym posiedzeniem w mediach głównego nurtu pojawia się oczekiwanie „gołębiej podwyżki”, czyli wzrostu stóp, lecz z łagodnym komunikatem. Wypełnienie tej tezy oznaczałoby kontynuowanie fazy wysokiego apetytu na ryzyko. W naszej ocenie jakkolwiek bezpośrednio po decyzji czy nawet na sesji w czwartek rynki mogą wykazywać oznaki trwania dobrych nastrojów, z czasem spodziewamy się, że optymizm osłabnie i dojdzie do poważniejszego skorygowania ostatnich tendencji. Oczekujemy słabszego złotego w II poł. czerwca.