Na razie mediana prognoz to trzy podwyżki w roku bieżącym. Ten scenariusz jest w dużej mierze wyceniony, aczkolwiek nie na tyle, by rynek mógł całkiem odpuścić sobie umacnianie dolara w przyszłych miesiącach. W gruncie rzeczy nie po raz pierwszy przypominamy o tym, że zasadnicza tendencja na wykresie EUR/USD ma charakter spadkowy – a dziś rano widzimy kursy rzędu 1,0625-30. To wyraz powrotu do waluty amerykańskiej, jako że w międzyczasie byliśmy nawet powyżej 1,07.

O 10:30 poznamy bezrobocie w Wielkiej Brytanii i lutowy przyrost lub spadek liczby wniosków o zasiłek w tym kraju. O 13:30 mamy inflację bazową CPI dla USA oraz sprzedaż detaliczną w Stanach (za luty), a do tego jeszcze indeks NY Empire State. A tymczasem w Holandii trwają wybory parlamentarne i ważą się losy ew. dobrego wyniku unio-sceptycznej Partii Wolności.

Co ze złotym?

USD/PLN rezyduje na 4,0645 – w obszarze pięciogroszowej konsolidacji, od 4,05 do 4,10. Na euro-złotym widzimy niemal 4,32. To wyraz powrotu do obszarów notowanych już od bardzo dawna, a chwilowo naruszonych w poniedziałek, gdy mieliśmy wybicie do 4,3535.

Wieczorem może być trochę chaosu, a gdyby szefowa Fed (Janet Yellen) czymkolwiek zaskoczyła, chaos ten może być nawet spory. Zasadniczo nie sądzimy jednak, by np. na dolar-złotym doszło do przebicia konsolidacji, pole manewru wewnątrz niej jest dość duże.

O 14:00 poznamy polskie odczyty makro: a mianowicie wskaźniki inflacji bazowej, w tym inflację liczoną bez cen żywności i energii.