Niemniej nie to jest teraz ważne. Inwestorzy żyją spekulacjami, co było powodem gwałtownego osłabienia się dolara w relacji do euro – w ciągu zaledwie 2 minut kurs EUR/USD poszybował z okolic 1,0510-20 do 1,0650, aby później szybko wymazać ten ruch. Co ciekawe taka sytuacja miała miejsce, kiedy nie handlowali już Amerykanie, a rynki w Tokio i Singapurze dopiero przymierzały się do otwarcia. Aktywne były, zatem tylko Australia i Nowa Zelandia. Warto wspomnieć, że podobny casus mieliśmy w nocy z 6 na 7 października na rynku funta, kiedy to gwałtowny spadek sprowadził GBP/USD o kilkaset pipsów niżej, a przez chwilę para była handlowana poniżej 1,20. Tu też teorii było wiele, ale wspólny mianownik jest jeden – dość płytki rynek (w okresie przed Sylwestrem jest to szczególnie widoczne), a także postępująca automatyzacja w handlu walutami.
Na wykresie koszyka BOSSA USD mamy wyraźny spadek – doszło do połamania wsparcia przy 85,95 pkt., oraz przetestowania okolic 85,42 pkt., które są oparte o maksimum z 24 listopada. W kontekście tego co pisaliśmy powyżej, zastanawiająca jest dość duża precyzja tego ruchu – dzisiejsze minimum zbiegło się dokładnie z listopadowym szczytem. W kolejnych godzinach notowania powróciły ponad poziom 85,95 pkt. Co dalej? Trudno to ocenić – teoretycznie jednak powinno się oczekiwać ponownego przetestowania dołka przy 85,42 pkt. w perspektywie najbliższych dni. To, czy tak się stanie będzie zależeć od danych z USA, przy czym mowa tu już o pierwszym tygodniu stycznia, kiedy to poznamy odczyty indeksów ISM, a także comiesięczne szacunki dla rynku pracy.