Deficyt wyniósł wprawdzie 58,76 mld USD, ale był znacznie niższy od prognoz, które mówiły o deficycie na poziomie 61 mld USD. To jednak na którko wzmocniło dolara.
Amerykańskiej walucie nie pomógł też szef Fed. Pomimo, że zadeklarował on dalsze działania wspomagające wzrost gospodarczy, co jeszcze przed tygodnie było odbierane jako zdecydowany impuls wzmacniający dolara, to wczoraj te deklaracje pozostały bez echa.
Zmiana sentymentu na rynku walutowym sprawia, że do czasu aż nie pojawią się bardzo dobre dane makroekonomiczne z USA lub bardzo słabe ze strefy euro, co mogłoby zmienić spojrzenie inwestorów na obie gospodarki, należy zakładać dalsze wzrosty kursu EUR/USD.
Najbliższy liczący się opór na wykresach EUR/USD, znajduje się na poziomie 1,4738 dolara. Tworzy go połowa długiej czarnej świecy z 5 lutego br. na wykresie dziennym. Test tej bariery, nawet jeszcze w dniu dzisiejszym, wydaje się realny.
W piątek na rynek napłynie duża grupa raportów z USA. Inwestorzy m.in. poznają lutowe indeksy NY Empire State i Uniwersytetu Michigan oraz dane o produkcji przemysłowej w styczniu. Antydolarowe nastroje sprawiają, że dane te będą musiały być bardzo dobre, żeby wzmocnić "zielonego". Neutralne dane lub nieznacznie gorsze od prognoz, mogą natomiast go dodatkowo osłabić.
Przed południem zostały opublikowane dane nt. bilansu handlu zagranicznego strefy euro. W grudniu 2007 roku deficyt wyniósł 4,2 mld EUR. Był to odczyt znacznie gorszy od rynkowych prognoz (2,4 mld EUR nadwyżki). Dane te jednak historycznie nie mają wpływu na notowania wspólnej waluty.