Miałoby to sens także dlatego, że za nami cztery świece dzienne białego koloru, czyli wzrostowego, licząc dzisiejszą.
Na razie na eurodolarze mamy 1,1260-70. Był dziś publikowany indeks niemieckiego instytutu Ifo na temat kondycji tamtejszej gospodarki w ocenie menedżerów i analityków. Wynik zaprezentował się nieźle: 109,5 pkt przy prognozie 106,4 pkt.
Mario Draghi wygłosił w Europarlamencie dość sztampowe przemówienie, w którym zapewniał, że polityka EBC na rzecz pobudzania akcji kredytowej, zwiększania inflacji i rozgrzewania gospodarki, daje dobre skutki, choć oczywiście pozostaje jeszcze wiele do zrobienia itd. Klasyczne "on the one hand... on the another...".
Wydarzeniem dnia była dziś przecena akcji Deutsche Banku – o blisko 2 proc. na Deutsche Borse. Na NYSE mamy obecnie -5,9 proc. w przypadku tych walorów. Ta przecena pociągnęła za sobą spadki na europejskich giełdach, na minusie były m.in. WIG (i jego szczegółowe formy, jak WIG20), DAX czy CAC40, w dół idzie teraz Nasdaq. Przyczyną całego zamieszania była sugestia Angeli Merkel, że rząd nie będzie wspierać mającego coraz większe kłopoty DB.
W nocy naszego czasu odbędzie się debata Hillary Clinton z Donaldem Trumpem. Oczywiście media orientacji liberalnej czy lewicowej demonizują Trumpa (inna rzecz, że niektóre jego wypowiedzi bywają w oczywisty sposób kontrowersyjne czy brutalne), tak więc zasadniczy scenariusz jest taki, że jego zwycięstwo w debacie spowoduje wzrost awersji do ryzyka na rynkach.
Złoty już słaby czy jeszcze nie?
EUR/PLN, gdy piszemy te słowa, jest w pobliżu 4,2930-40. To znaczy, że pozycjonuje się ok. 2 grosze powyżej maksimów chwilowo zanotowanych w ubiegłym tygodniu. Z drugiej strony, w ciągu dnia się umocnił, bo notowano ponad 4,3110.
USD/PLN w podobny sposób wrócił z okolic 3,84 (prawie) do 3,81 – obecnie jest nieco powyżej tego drugiego poziomu.
Na obu parach nasza wstępna hipoteza jest od pewnego czasu taka, że potwierdzą się (czy też właśnie potwierdzają) trendy długoterminowe, trwające rok i nawet półtora, a mianowicie trendy wzrostowe, tj. osłabiające PLN. Oczywiście nic nie trwa wiecznie i nie da się wykluczyć, że dojdzie do przebicia tych linii i np. cena euro spadnie do 4,2550 (minima z sierpnia) czy jeszcze niżej. Na razie jednak sprawa ta nie została rozstrzygnięta w ten sposób. Poza tym wciąż jeszcze nad rynkami wisi wątek ewentualnej podwyżki stóp w Stanach – choć np. ciekawe jest to, że w obliczu spadków giełdowych złoty zachowywał się dziś zaskakująco solidnie.