Złoty nie czeka jednak na decyzję agencji i wyraźnie traci na szerokim rynku. Przyczyną słabości jest dosyć zaskakujący rajd dolara, który rozpoczął się wczoraj po decyzji Europejskiego Banku Centralnego. O ile powrót amerykańskiej waluty do aprecjacji był kwestią czasu, o tyle tempo tego powrotu jest zaskakujące. Wiele wskazuje na to, że rynek ostatecznie nie przekreślił możliwości podwyżek stóp procentowych we wrześniu.

Dzisiejszemu rajdowi dolara pomógł członek Rezerwy Federalnej Rosengren, który powiedział, że FED powinien stopniowo normalizować politykę monetarną. Jego zdaniem odwlekanie w czasie podwyżek może doprowadzić do spowolnienia wzrostu gospodarczego w USA i wcale nie przyspieszy ożywienia. Taki komentarz przełożył się na jeszcze wyraźniejszy wzrost wartości dolara. W ostatnich tygodniach czy miesiącach obserwujemy prostą zależność – jeśli rynek zaczyna wierzyć w podwyżki, to kapitał jest wycofywany z rynków wschodzących.

Wczoraj przez moment płaciliśmy za dolara mniej niż 3.81 złotego, a dziś przyjdzie nam zapłacić za amerykańską walutę już 5 groszy więcej. Spokojniej wygląda sytuacja w przypadku pozostałych walut – euro kosztuje 4.33; frank 3.95; a funt 5.13 złotego. Złoty nadal ma szanse aby zakończyć cały tydzień na plusie, ponieważ w skali tygodnia nadal zyskuje względem wszystkich walut – wystarczy, że agencja Moody’s znowu będzie zwlekała z podaniem oceny, lub po prostu będzie dla nas łaskawa. W kolejnych tygodniach należy się jednak spodziewać coraz większych wahań na rynku ze względu na zbliżające się posiedzenie FED, a także amerykańskie wybory prezydenckie.