Ciekawe, co by to mogło być, skoro stopy procentowe są albo bardzo niskie, albo ujemne. Rynki będą czekały na jakieś koło ratunkowe, ale czy znają go w Europie? Kontynent się destabilizuje, a wyniki czekających nas w ciągu najbliższego 1,5 roku wyborów w Hiszpanii, Holandii, Francji i Niemczech mogą być niekorzystne dla przyszłości UE.
Londyn robi co może, by uspokoić rynki. Prezes Banku Anglii w orędziu dziś rano przyznał, że nadchodzi okres niepewności, ale fundusze pozostające w jego dyspozycji są na tyle duże, by opanować sytuację. BoE oceni ją w ciągu najbliższych tygodni, więc wygląda na to, że na razie stopy pozostaną bez zmian. Czas jest rynkom bardzo potrzebny, o czym doskonale wie David Cameron, który oświadczył, że przygotowaniami do Breksitu zajmie się jego następca, który zostanie wybrany w październiku. Cała procedura zostanie więc opóźniona, co dla rynków jest dobrą wiadomością.
Bardzo interesująco zapowiada się otwarcie giełdy w Nowym Jorku, która będzie miała więcej czasu, by ochłonąć po brytyjskim referendum. USA to w porównaniu z chwiejącą się Europą oaza spokoju i stabilności. Dzisiaj pojawią się w Ameryce ważne dane - zamówienia na dobra trwałe i indeks Uniwersytetu Michigan – które rynek oczywiście może zignorować, ale może też przyjrzeć się im bardziej uważnie. Ciekawe, czy twarde informacje gospodarcze przebiją się przez zalewającą rynki falę emocji.