Po tym przebiciu ceny spadły na moment do 1,1235 (było to 14 kwietnia, na tym poziomie lokujemy wsparcie, kolejne to ok. 1,1145) – po czym zawróciły. Gracze uznali, że warto jednak podwyższyć wartość euro (wpływ na to mogły mieć np. gołębie wypowiedzi Dudleya i Bullarda z Fed, tudzież np. dość słabe dane o rynku nieruchomości w USA). Teraz oporem może się okazać dawna linia wzrostowa, co w zasadzie oznaczałoby możliwość kontynuacji wzrostów nawet do okolic 1,1430-40. Na razie nie jest to jednak przesądzone, rynek zdaje się uspokajać po wczorajszej silnej zwyżce.
Dziś w południe wypowie się Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego. Jest on w trochę dziwnej sytuacji – z jednej strony wiadomo, że jego ogólne nastawienie jest gołębie i na rzecz luzowania polityki monetarnej, ile się da, z drugiej natomiast zapewnił on już jakiś czas temu, że ciężko byłoby dalej obniżać depozytową stopę procentową dla banków komercyjnych (tzn. czynić ją jeszcze bardziej ujemną). Jutro odbędzie się posiedzenie EBC i konferencja po nim. Rynek utrzymuje eurodolara dość wysoko, zapewne nie spodziewając się jakichś szczególnych zmian – a jeśli by nastąpiły, to zawsze jest skąd schodzić, mówiąc kolokwialnie.
Ropa crude stoi po 41,5 dolara za baryłkę, tanieje w relacji dziennej o 2,2 proc. Wczoraj była wyraźnie droższa, ale tak czy inaczej ceny powyżej 40 dolarów mogą się wydawać dziwne w obliczu fiaska rozmów w Doha. Można to uzasadniać tym, że trwa strajk producentów sektora naftowego w Kuwejcie, co tymczasowo obniża podaż.
GBP/USD sytuuje się na 1,4370, GBP/EUR na 1,2645. W związku z tymi parami można wspomnieć, że o 10:00 poznamy brytyjskie dane o bezrobociu i wnioskach o zasiłek.
Na złotym
Nasza teza sprzed kilku dni o potwierdzeniu trendu spadkowego na USD/PLN (trendu idącego od końcówki stycznia) potwierdziła się i stąd wczoraj mieliśmy ceny rzędu 3,7725. Teoretycznie może to oznaczać, że w perspektywie kilku, kilkunastu dni otwarta jest droga nawet do 3,71 – 3,72 – co jednak wymagałoby utrzymywania słabego dolara na głównej parze czy wręcz dalszego osłabiania go. Innymi słowy, jeśli wykres eurodolara będzie biegł powyżej 1,14, to ten scenariusz, o którym mówimy, jest możliwy, gorzej, jeśli wrócimy tam w rejon 1,1330 czy 1,1235.
Złoty zarobił bowiem do dolara nie dzięki własnej sile (skoro np. polskie dane z przemysłu i handlu detalicznego były wczoraj mizerne), ale dzięki układowi głównej pary. Znamienne swoją drogą, że drogi USD/PLN i EUR/PLN być może zaczynają się rozchodzić – tzn. na tej drugiej parze złoty nie zyskuje, kręcimy się przy 4,30, a w razie jakichś niepokojów rynkowych może czekać nas mocniejszy skok w górę.
Na GBP/PLN notujemy 5,4420, na CHF/PLN 3,9375. O 14:00 poznamy w Polsce wskaźniki koniunktury konsumenckiej za kwiecień, jakkolwiek nie są one na ogół istotne dla walut.