To pozwala mniemać, że na razie gracze nie są skorzy do tego, by bezrefleksyjnie podbijać wartość dolara, jakkolwiek nie widać też mocnych ruchów na rzecz euro. A przecież skala korekty ostatnich spadków eurodolara jest na razie niska – cóż to bowiem jest to 1,1115? Rynek ma jednak na co czekać. Oto bowiem dziś poznamy całą serię odczytów PMI dl przemysłu i usług.
O 3:00 napłynęły dane z Japonii – wynik przemysłowy. Było 50,2 pkt za luty, zaś w styczniu notowano 52,3 pkt, czyli rezultat spadł. O 9:00 poznamy dane dla dwóch sektorów Francji, o 9:30 dla Niemiec. Tam prognozy to spadek z 52,3 pkt do 52 pkt dla przemysłu oraz ruch w dół z 55 pkt do 54,7 pkt dla usług. W Strefie Euro zakłada się 52 pkt w przemyśle (poprzednio 52,3 pkt) i 53,4 pkt w usługach (wobec 53,6 pkt miesiąc wcześniej). Fakty poznamy o 10:00. Z kolei o 15:45 przyjdzie czas na indeks PMI dla przemysłu USA.
W największej ogólności wydaje się uprawnione myślenie, że dolar wzmocni się w perspektywie kilku tygodni – być może powracając w zakres dawnej konsolidacji, która trwała dwa miesiące i w przybliżeniu obejmowała zakres 1,08 – 1,10. Taka hipoteza uzasadniona jest nie tym, że Fed podwyższy stopy w marcu (bo raczej tego nie zrobi), ale scenariuszem, w którym Mario Draghi rusza swoją dźwignią i przypuszcza ostre luzowanie 10 marca. Do tego czasu zostało jednak ok. 20 dni, nie można więc wykluczyć przynajmniej tymczasowej korety w rejon np. 1,1235-40.
Co więcej, nie jest całkiem pewne to, czy rynek zawierzył już Draghiemu. Jeśli nie, to w miarę przybliżania się do dnia posiedzenia FOMC może się okazać, że inwestorzy paradoksalnie podbiją wartość euro – w przekonaniu, że Draghi pewnie i tak ich znów rozczaruje, jak to było na początku grudnia. Wszystko będzie zależało np. od tego, co będą mówić przedstawiciele EBC (ale też i Fed) – i jakie będą dane makro. Mimo wszystko jednak wizja, w której Draghi atakuje tanim pieniądzem jest teraz znacznie bardziej prawdopodobna niż poprzednio, a i on sam dość mocno to deklarował.
W Polsce sprawy mają się tak...
Na USD/PLN mamy ok. 3,94. Świeca piątkowa była czarna, kurs wtedy spadł, można było rozpoznać po południu i wieczorem dość dobre poziomy do relatywnie taniego zakupu dolarów, teraz jesteśmy ok. dwa grosze wyżej. Jeśli generalna teza o umocnieniu dolara na głównej parze miałaby się potwierdzić – z powodu EBC – to złoty na USD/PLN powinien tracić, jako że para ta na ogół klarownie odbija ruchy EUR/USD.
Z drugiej strony, sam fakt, że Fed nie podniesie stóp w marcu (co nie jest jeszcze pewne, ale prawdopodobne) powinien złotemu pomagać, podobnie jak i ewentualny napływ pieniądza od Draghiego na rynki. Być może byłoby to bardziej widoczne na EUR/PLN, gdzie dodatkowo bonusem byłby sam spadek wartości euro. Teraz mamy tam 4,3830-40, w piątek notowano zejścia do 4,3670. Gdyby te piątkowe minima pękły (a były one testem wsparcia), to otwierałoby to drogę do 4,35, 4,33 czy nawet po prostu 4,30 w dłuższym terminie. Sprawa jednak wciąż nie jest przesądzona – 10 marca rzecz się bardziej wyklaruje.
Dziś w programie będą wskaźniki koniunktury gospodarczej dla Polski, które poznamy o 14:00. Same w sobie są one nawet ciekawe, ale na rynek walutowy raczej nie wpłyną. Jutro ważne będą takie kwestie jak dynamika PKB Niemiec (o 8:00) czy indeks Ifo (o 10:00).