Inwestorów stymulowały również nadzieje na gołębi sygnał ze strony prezes amerykańskiego banku centralnego, od której oczekiwano łagodzącego rynkowe napięcia wystąpienia w amerykańskim parlamencie. W istocie, od poranka WIG20 szukał solidarnej zwyżki z indeksami rynków bazowych, ale szybko okazało, iż blisko czteroprocentowa zwyżka WIG20 na przestrzeni miesiąca to nie to samo, co siedmiodniowa przecena w Europie i trzydniowy spadek w USA. W efekcie, WIG20 zdołał posilić się impulsem wzrostowym z otoczenia tylko w pierwszej godzinie, a kolejne cztery spędził konsolidując się na dziennych maksimach, co równało się około procentowej zwyżce koszyka blue chipów. W tym samym czasie niemiecki DAX i francuski CAC rosły po przeszło 2 procent, a kontrakt na S&P500 zyskiwał blisko 1,3 procent. Sytuacja uległa pogorszeniu, gdy inwestorom dane było wczytać się w treść wystąpienia Janet Yellen. Szefowa Fed właściwie podtrzymała tezy z ostatniego komunikatu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku i zajęła pozycje neutralną, której centralnymi punktami były tezy o zależności polityki Fed od napływających danych i przywiązania do idei, iż gospodarka, mimo niesprzyjających okoliczności będzie się rozwijała, co pozwoli na spokojne podwyżki stóp procentowych i doprowadzenie inflacji do pożądanego celu. Inwestorzy przyjęli opinie prezes Fed umocnieniem dolara i lekkim cofnięciem na rynkach akcji. W przypadku GPW skończyło się jednak zejściem WIG20 w rejon dziennego minimum, które na fixingu przełożyło się na skokowy spadek indeksu o 0,4 procent. Z punktu widzenia techniki sesja niesie wzmocnienie oporu w rejonie 1784 pkt., gdzie spotykają się szanowana przez obserwujących wykresy linia szyi formacji odwróconej głowy z ramionami z linią lokalnego trendu spadkowego. Pokonanie tych oporów jest warunkiem marszu w rejon 1900 pkt., ale porażka na nich niesie zagrożenia cofnięciem w rejon styczniowych dołków, które część indeksów światowych właśnie testuje lub łamie.