Mówimy: "mocno w dół", ale tak naprawdę to wahania wewnątrzkonsolidacyjne, trochę przypadkowe i pokazujące zmniejszoną płynność. Nawiasem mówiąc, prodolarowo wypadł indeks zaufania konsumentów Conference Board: 96,5 pkt przy prognozie 93,8 pkt.

Niewykluczone zatem, że czeka nas czas mocniejszego dolara, jakkolwiek jeśli rozumieć przez to powrót do 1,08, to oczywiście najpierw musiałoby nastąpić mocne przebicie 1,09 – a to nie musi być banalne.

W Polsce

Złoty wzmocnił się dziś trochę do euro, naruszono nawet linię 4,23 – ale trudno mówić o przełomie. Obecnie mamy ok. 4,2370, maksima z dnia to 4,25. Takie sytuacje już się zdarzały. Są próby parcia dalej na południe, które teoretycznie mogłyby sfinalizować się przy 4,2070 – ale sprawa nie jest przesądzona.

To, co się działo na tym wykresie, było zresztą pochodną zmian na EUR/USD, gdzie euro straciło. Równolegle na USD/PLN poszliśmy grubo powyżej 3,87. Tymczasem są jeszcze czynniki polskie. Formalnie partia rządząca jest w stanie wszystko przegłosować – ale kolejne projekty (kwestia TK, kwestia ustawy o tzw. inwigilacji, jak też i ustawy budżetowej) mogą budzić i pewnie będą budzić opór rozmaitych partii, kół i grup. Jest to fakt, niezależnie od tego, jak ocenimy same projekty. Taka sytuacja może w jakiś sposób hamować proces umacniania PLN, poprzez zwiększanie ryzyka i napięcia towarzyszącego naszemu rynkowi. Oczywiście wszystko to ceteris paribus...