EUR/USD poszedł dziś nieco w górę, do 1,0850-60, choć startował przy 1,0820. A zatem wsparcia w tamtym rejonie, wyznaczanego przez minima z końca maja, nie udało sie pokonać. Daje to wstępnie pewne szanse tym, którzy liczą na mocniejsze euro – ale na razie może się okazać, że to tylko korekta. Pytanie – jakie będą fundamenty, np. PMI w czwartek? Nawet jeśli korekta dojdzie do 1,09 czy wręcz 1,0940, to jeszcze będzie za mało, by mówić o pokonaniu biegnącego od 18 czerwca trendu spadkowego.

Złoty słabszy do euro

Istotnie, zgodnie z naszymi założeniami, otarci się o 4,10 gracze uznali za dobry moment do wytworzenia lekkiego zawrócenia na północ. Teraz mamy 4,1210-20 na EUR/PLN, ale wykres był przy 4,1250 – być może można to już uznać za badanie oporu przy 4,1280 – 4,13, o którym pisaliśmy (cóż, na forexie wszystko dzieje się zwykle w pewnym przybliżeniu).

Na razie niekoniecznie musi dojść do dalszego, ostrego przeceniania PLN (np. do 4,14), niemniej może się okazać, że faktycznie 4,10 to już kres tego, co obserwowaliśmy po przełamaniu trendu wzrostowego na parze. Danych jest jednak jeszcze zbyt mało – jutro jakimś sygnałem, ale lokalnym, może się okazać odczyt polskiego bezrobocia.

Na USD/PLN wykres ocierał się o 3,80 i stąd też sądzimy, że nadal w zakresie jest strefa 3,82 – 3,8220, a może nawet i 3,8560. Jeśli jednak EUR/USD faktycznie nie pójdzie na 1,08 w najbliższych dniach, jeśli np. uratowałby go układ "słabsze PMI w USA, lepsze w Europie" – to złoty na tej parze byłby jeszcze do uratowania, choć o całkowitej zmianie trendu na wykresie na razie nie ma mowy.