Dzięki temu po raz pierwszy od dwóch tygodni obserwujemy bardziej zdecydowany ruch wzrostowy na głównej parze walutowej, czyli EURUSD. W rezultacie także i kurs USDPLN zaczął zmierzać na niższe poziomy i dziś złoty względem dolara zyskuje ponad 0,3% (3,89). Natomiast o 5 rano dolar kosztował jeszcze prawie 3,93 złotego. Odreagowanie jest także widoczne na innych parach z USD. Najwięcej względem amerykańskiej waluty umacnia się dolar nowozelandzki oraz australijski. Kolejno +1,57% oraz +1,46%.

Czwartek przyniósł także publikację istotnych danych z amerykańskiej gospodarki. Mowa tu o wynikach sprzedaży detalicznej, która ponownie rozczarowała, mając ujemną dynamikę. Sprzedaż w lutym w ujęciu miesięcznym spadła o -0,6% przy konsensusie rynkowym zakładającym jej wzrost o 0,3%. Tymczasem sprzedaż detaliczna bez samochodów znalazła się na poziomie -0,1% (rynek oczekiwał odczytu równego 0,5%). W ostatnich trzech miesiącach sprzedaż ma ujemną dynamikę w grudniu wynosząc -0,9%, w styczniu -0,8% i obecnie -0,6%. Jest to najgorsza seria od czasu upadku Lehman Brothers.

To z kolei ostudziło zapał rynku do obserwacji szybkiego tempa podwyżek stóp procentowych w USA, co jest widoczne po spadających stawkach kontraktów FRA dla USD oraz po silniejszym odbiciu na Wall Street, która z perspektywy dłużej utrzymującej się luźnej polityki monetarnej jest zadowolona. Indeks S&P500 zwyżkuje o +0,92% do poziomu 2059 pkt. Tymczasem DJIA pnie się w górę już o ponad 1% do 17824 pkt. Tym samym amerykańskie akcje odbijają po dwudniowej przecenie. Mamy zatem powrót do zasady – złe dane z USA, to dobre dane – dla wzrostów na amerykańskich indeksach.