Dolar zyskał m.in. ze względu na dość dobre dane z USA (z rynku pracy, a także o sprzedaży detalicznej), zapewne pewien wpływ miały też względnie skromne wyniki aukcji TLTRO w Strefie Euro. Poza tym oczywiście istotne były też czynniki techniczne, realizacja zysków – i ogólny trend, który przecież od wielu miesięcy jest zasadniczo prodolarowy.

A co nas czeka dzisiaj? Wiemy już (od 5:30), że produkcja przemysłowa w Japonii wzrosła w październiku o 0,4 proc. m/m, zarazem spadając o 0,8 proc. r/r. Prognozowano wyniki 0,2 proc. m/m i -1, proc. r/r.

O 6:30 poznamy dynamikę produkcji przemysłowej oraz sprzedaż detaliczną w Chinach (oba odczyty będą dotyczyć listopada). W jakiś sposób może to określić ogólne nastroje. Poza tym o 11:00 przyjdzie czas na dość ważny odczyt, tj. październikową dynamikę produkcji przemysłowej w Strefie Euro. Prognozy to 0,2 proc. m/m i 0,6 proc. r/r (poprzednio 0,6 proc. m/m i 0,6 proc. r/r). O 15:55 pojawi się jeszcze amerykański indeks Uniwersytetu Michigan – wstępny odczyt za grudzień. Indeks ten określa kondycję i oczekiwania gospodarstw domowych w Stanach. Prognoza to wzrost z 88,8 pkt do 89,5 pkt.

Złoty słaby czy mocny?

Wczoraj można było nabywać dolary niekiedy nawet po 3,35 zł i trochę taniej (patrząc na rynek forex, oczywiście), ale finał sesji nastąpił wyżej i dziś mamy rankiem 3,3660. To przeciętny kurs, bo dość daleko od niego są zarówno minima obecnej konsolidacji (rzędu 3,3380), jak i maksima, wypadające powyżej 3,40 czy nawet 3,41. Okolice 3,3760-80 można teraz uznać za pierwszy opór, wnosząc z wykresu o interwale dziennym. Ogólnie spodziewamy się, że przed końcem roku nie dojdzie do wyjścia górą z konsolidacji i może nawet będzie możliwe parę razy łapanie dołków w jej dolnym obszarze, natomiast później rzeczywiście istnieje ryzyko słabszego złotego.

Na EUR/PLN mamy 4,1750, to znaczy, że złotówka traci już do euro, a rajd tej pary na południe został trochę wyhamowany. Z drugiej strony, nie udało się na razie wybić notowań ponad 4,18.