Bez wątpienia za taki stan rzeczy odpowiadają USA i Wielka Brytania, które w swoim systemie preferują obchodzenie świąt okolicznościowych poprzez wydłużenie weekendu o poniedziałek, wyłączając londyńskie City lub nowojorskie Wall Street z uczestnictwa w międzynarodowym handlu na rynkach finansowych. Dlatego dzisiejsze obchody Dnia Prezydenta w Stanach Zjednoczonych z dużym prawdopodobieństwem sugerują pozbawiony wydarzeń przebieg notowań.

Od strony danych marko znaczące publikacje już są za nami. W czwartym kwartale PKB Japonii wzrosło zaledwie o 0,3% k/k przy oczekiwaniach na poziomie 0,7% oraz 0,3% w trzecim kwartale. Wygląda na to, że aktywność gospodarcza w Japonii zaczęła słabnąć, jeszcze zanim rząd premiera Abe wprowadził podwyżkę podatku VAT (z 5% do 8% od 1 kwietnia), czyniąc nieuniknionym kolejną rundę luzowania monetarnego w wykonaniu Banku Japonii. Na takim tle ciężko nie być negatywnie nastawionym do jena, choć na razie nie widać, aby USD/JPY miał dynamicznie wzrastać. Niepewność o kondycję amerykańskiej gospodarki i w konsekwencji przyszłą ścieżkę polityki pieniężnej Fed ciążą na dolarze, jednak pozostaję przy zdaniu, że jest to chwilowa sytuacja. Sroga zima z przełomu roku zatrzymała pracowników i konsumentów w domach oraz wstrzymała pracę niektórych fabryk i kopalń, co przełożyło się na słabość danych o zatrudnieniu, sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Ale po oczyszczeniu z wpływu zdarzeń jednorazowych obraz gospodarki wciąż pozostaje pozytywny. Piątkowy odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan (81,2, prog. 80,7) pokazuje, że przynajmniej po amerykańskich konsumentach nie widać oznak niepokoju. Stąd dalej oczekuję, że w marcu Fed będzie kontynuował ograniczanie programu skupu aktywów (tak w ubiegłym tygodniu sugerowała prezes banku Janet Yellen) , co w połączeniu z „normalizacją” odczytów makro za luty powinno przywrócić aprecjację USD. Podobne zdanie mają inwestorzy spekulacyjni na rynku walutowym, którzy według ostatnich danych CFTC piętnasty tydzień z rzędu utrzymują przeważającą ilość długich pozycji w dolarze. Ale zanim pojawi się wsparcie ze story danych i Fed, przez najbliższe dwa tygodnie potencjał wzrostowy waluty może pozostawać uśpiony.

EUR/PLN: Eurozłotemu brakuje mniej niż jednego grosza, by zrównać tegoroczne minima (4,1380), jednak biorąc pod uwagę niestabilność otoczenia rynków wchodzących, ostrożnie podchodziłbym do perspektyw dalszych spadków. Z drugiej strony obecnie nie widać powodów, by złoty miał tracić na wartości. Poniedziałek powinien przynieść stabilny handel poniżej 4,1550.

EUR/USD: Święto bankowe w USA zwykle oznacza marazm na rynkach finansowych i trudno oczekiwać istotnych zmian w notowaniach EUR/USD. Od góry wahania ogranicza opór na 1,3740 (szczyt z 24.01.); poza zasięgiem wydają się minima z piątku – 1,3673.