W rozbiciu na poszczególne pary EUR/USD spadł o 0,7% do 1,3650, a GBP/USD tąpnął o 0,9% do 1,6440. Jakkolwiek ruch jest zgodny z przewidywanym przeze mnie kierunkiem na kolejnej tygodnie, tak dynamika zmian jest wyjątkowo silna, choć w kontekście nadmiernej deprecjacji dolara z końca grudnia wydaje się uzasadniona. Obraz zakłóca jedynie 1-procentowy spadek USD/JPY do 104,25, choć tutaj należy wziąć pod uwagę nieobecność inwestorów z Japonii, którzy od wtorku do dziś mają wolne. Ujemna korelacja z globalnym rynkiem akcji, który odnotował zasłużoną korektę, dorzuciła resztę. Rewizja nie ominęła także PLN, który wobec EUR powrócił do poziomów z 20 grudnia.
Ogólnie czwartkowych przetasowań nie należy odbierać jako nagłego wzrostu awersji do ryzyka, na co mogłyby wskazywać umocnienie USD i JPY oraz spadek indeksów giełdowych. Rynek finansowy wchodzi w 2014 r. w pozytywnym klimacie, dane makroekonomiczne (jak choćby wczorajsze odczyty indeksów PMI) ogólne mają optymistyczny wydźwięk, a spectrum potencjalnych ryzyk wydaje się ograniczone. Nie zmienia to faktu, że od strony fundamentalnej (sytuacja gospodarcza, polityka monetarna) USD prezentuje się najlepiej i dopóki na tym polu nie zobaczymy problemów, należy liczyć się z kontynuacją aprecjacji amerykańskiej waluty. Więcej odpowiedzi powinny dostarczyć zaplanowane na przyszły tydzień wydarzenia (posiedzenie EBC, BoE, dane z rynku pracy USA). W piątek zaś kalendarium wygląda dość ubogo z podażą pieniądza ze strefy euro oraz inflacją CPI z Włoch. Dane z Włoch są szczególnie istotne w obecnym czasie, gdyż oznaki deflacji będą wywierać presję na Europejski Bank Centralny w kontekście przystąpienia do luzowania monetarnego.
EUR/PLN: Po wczoraj widać, że poprawa grudniowych minimów na EUR/PLN może być nieosiągalna w najbliższych tygodniach, a rynek będzie szukał poziomu równowagi miedzy 4,1650 a 4,18.
EUR/USD: Po wczorajszym tąpnięciu EUR/USD powinien przejść w konsolidację ze wsparciem na 1,3620 i potencjalnym odreagowaniem w stronę 1,3710.