Zasugerowaliśmy wręcz, że jeśli opór ten nie zostanie mocno przebity, a zarazem zabraknie impulsów fundamentalnych (na które raczej się nie zanosiło), to możliwy jest nawet powrót do dolnego ograniczenia konsolidacji. W istocie, tak właśnie się stało – dziś rano jesteśmy w okolicach 1,3490. Ponownie zatem piłka jest po stronie tych, którzy liczą na mocniejszego dolara.

W nocy pojawiły się dane z Japonii, które bezpośrednio nie mają powiązania z euro i dolarem, ale wpływają na ogólny klimat rynkowy. Były to jednak dane niejednoznaczne – PMI dla przemysłu wzrósł dość skromnie, produkcja przemysłowa w skali miesięcznej zaskoczyła negatywnie (-0,7 proc. m/m, spodziewano się -0,4 proc.), w rocznej spadła o 0,2 proc. – a sprzedaż detaliczna wypadła nieco lepiej od prognozy. Słaby był wzrost chińskiego PMI dla przemysłu (z 50,1 pkt do 51,2 pkt, gorzej od prognozy). W tym kontekście nie ma jakichś bardzo mocnych podstaw ku wyraźnej aprecjacji ryzykownych aktywów, choć oczywiście mogą pojawić się pewne chaotyczne spekulacje. Niejasny był też podany o 8:00 sierpniowy odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej w Niemczech - słabszy od prognoz (np. wzrost roczny o 0,3 proc., a nie o 0,4 proc.), ale przy jednoczesnej korekcie w górę odczytu z lipca. Ważniejsze dane z USA pojawią się kwadrans przed 16:00 – mowa tu odczycie Chicago PMI.

Przełożenie sytuacji

Sytuacja z rynku eurodolara przekłada się na pary złotowe. Tu także poruszamy się w konsolidacji. Na EUR/PLN oscylacje zawęziły się od piątku do obszaru 4,22 – 4,23 (aktualnie 4,2238), na USD/PLN mamy 3,1165 – 3,1417. Od piątkowego popołudnia złoty jednak wyraźnie osłabił się do dolara i mamy poziom 3,1330. Jutro na sytuację głównej pary, a co za tym idzie – na sytuację złotego – mogą mieć mocny wpływ poranne finalne odczyty PMI za wrzesień dla kilku krajów.