Również początek obecnego tygodnia nie przyniósł nam większych zmian. W poniedziałek kurs dolara oscylował w granicach 2,73-2,74, natomiast euro poruszał się w przedziale 3,79–3,78. Zaskoczeniem może być fakt, że złotówka wciąż utrzymuje swoją silną pozycję, pomimo napiętej sytuacji na światowych rynkach finansowych. W związku z kryzysem w amerykańskim sektorze nieruchomości wyraźnie wzrosła awersja zagranicznych inwestorów do ryzyka, co z reguły powodowało wyprzedaż również i złotego.
Polskiej walucie nie szkodzi też aprecjacja jena, będącego światowym miernikiem nastrojów inwestorów, ani zawirowania występujące w ostatnim czasie na naszej scenie politycznej.
Na rynkach światowych sytuacja wyglądała już jednak zdecydowanie bardziej nerwowo. Najsilniej stracił amerykański dolar, gdzie EUR/USD, który w poprzednim tygodniu wahał się w granicach 1,36-1,37, w poniedziałek wzrósł nawet powyżej 1,38. Ruch ten był następstwem zeszłotygodniowych danych ze Stanów Zjednoczonych, które oprócz wskaźnika optymizmu konsumentów oraz domów sprzedanych w budowie, były dla amerykańskiej waluty niekorzystne. Słabość dolara wykorzystał natomiast jen japoński. Cena USDJPY znalazła się przy minimach, testując najniższy poziom zanotowany od kwietnia b.r. - 117,5, wobec 119,20 w piątek.
Równie ciekawie zapowiadają się kolejne dni. We wtorek światło dzienne ujrzy kwartalna publikacja wydajności pracy w sektorze pozarolniczym w USA oraz niezwykle istotny, raport FOMC, dotyczący krótkoterminowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy czekać będą na wskazówki dotyczące dalszego kształtowania się polityki monetarnej w Stanach. Jeżeli z ust Bena Bernanke padną sugestie obniżki stóp procentowych, dolar może kontynuować osłabienie. Taki scenariusz mógłby jednak polepszyć nastroje inwestorów na całym świecie, przyczyniając się tym samym do umocnienia polskiej waluty, oraz przeceny japońskiego jena.