Ważne jednak, że BGK zaznacza swoją obecność na rynku, przez co powinien hamować zapędy spekulacyjne do osłabiania złotego. Dla silniejszej aprecjacji polskiej waluty potrzebny jest silniejszy, pozytywny impuls z europejskiej sceny politycznej, a tam politycy wciąż mają problemy z wypracowaniem jednomyślności, co wprowadza niepotrzebną nerwowość na rynek. Rynki finansowe domagają się bardziej kompleksowego odzewu na problemy budżetowe strefy euro i obecnie przeprowadzane kroki przestają wystarczać. Wczorajsze głosowanie w niemieckiej izbie niższej nad ratyfikacją uprawnień EFSF zakończyło się sukcesem kanclerz Angeli Merkel, która zdobyła wystarczającą ilość głosów z własnej koalicji i uniknęła politycznej kompromitacji w postaci bycia zależnej od głosów opozycji, która de facto w większości zagłosowała za projektem). Wygrana nie przyniosła gwałtownej poprawy sytuacji na rynkach finansowych, a inwestorzy bardziej skupili się na realizowaniu zasady „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”. W efekcie eurodolar, który przed głosowaniem utrzymywał poziom 1,3675, nie kontynuował wzrostów, lecz zawrócił do 1,36.
Piątkowe notowania w Europie zaczynają się w gorszych nastrojach za sprawa słabych danych o sprzedaży detalicznej w Niemczech. W sierpniu sprzedaż tąpnęła o 2,9 proc. m/m, podczas gdy oczekiwano niewielkiej kontrakcji o 0,2 proc. Rozczarowujący raport wywiera od rana presję na eurodolarze, który testuje obecnie poziom 1,35. W ciągu dnia poznamy szacunkowe dane o inflacji HICP w Eurolandzie (prog. 2,5 proc. r/r), a po południu dane o dochodach i wydatkach Amerykanów (w obu przypadkach spodziewany jest wzrost o 0,2 proc. m/m), indeks koniunktury w rejonie Chicago (prog. 55,5 pkt.), a na koniec indeks nastroju konsumentów Uniwersytetu Michigan (prog. 57,8 pkt.). Dziś jest też ostatni dzień kwartału i związany z tym efekt „window dressing” na giełdach może poprawiać sentyment rynkowy w następnych godzinach.