W efekcie euro poddane silnej przecenie odnotowało nowe historyczne minima względem franka szwajcarskiego (1,1550) a eurodolar znalazł się najniżej od czterech miesięcy. Jednak w dalszej części dnia sytuacja na rynkach zaczęła się odwracać na fali spekulacji, że Europejski Bank Centralny zaczął być aktywny na rynku wtórnym włoskich obligacji, dając nadzieję, że rentowności długu nie wzrosną na tyle wysoko (wczoraj oprocentowanie 10-latek chwilowo sięgało 6 proc.), aby Rzym nie był w stanie zarządzać swoimi finansami. Inwestorzy pozytywnie zareagowali też na doniesienia z Brukseli, gdzie minister finansów Włoch Giulio Tremonti przerwał swój udział w posiedzeniu Ecofinu i wrócił do Rzymu, aby zająć się pracami nad nowym pakietem reform oszczędnościowych. Odebrano to jako sygnał, że cieszy się on zaufaniem premiera Berlusconiego. Po południu sam Berlusconi przekazał mediom, że rząd jest stabilny i zdeterminowany, aby zrównoważyć budżet do 2014 r.
Zapewnianie opinii publicznej przez europejskich oficjeli, że kryzys zadłużenia nie rozlewa się na kolejne kraje będzie przybierać na sile, aby nie doprowadzić do dalszych ataków spekulacyjnych na unijną walutę i rynek obligacji państw Starego Kontynentu. Będzie to jednak trudne i wtorkowe odbicie wcale jeszcze nie oznacza, że na rynki finansowe szybko powróci spokój. Do problemów Grecji i Włoch wczoraj wieczorem dodana została obniżka ratingu Irlandii do statusu śmieciowego przez agencję Moody’s, według której kraj najprawdopodobniej będzie potrzebował drugiego pakietu ratunkowego. I choć rząd w Dublinie nie zgadza się z tą opinią, w obecnych warunkach informacja ta wcale nie pomaga stabilizacji nastrojów. Na to, w którą stronę podąży rynek w kolejnych dniach, duży wpływ będzie miał rezultat jutrzejszej aukcji włoskich obligacji na kwotę 8 mld euro. Przy obecności EBC na rynku powinny być sprzedane wszystkie obligacje, newralgiczną kwestią pozostaje jednak cena. Zbyt wysoka rentowność będzie poddawać w wątpliwość przyszłe zarządzanie długiem przez Włochy, co tylko doleje oliwy do ognia.
Eurozłoty, po osiągnięciu wczoraj rano maksimum na poziomie 4,0611, dziś rozpoczyna dzień trzy grosze niżej. Za wcześnie jeszcze, by oczekiwać powrotu kursu poniżej 4,0, jednak bez kolejnej fali paniki na rynkach zewnętrznych ten scenariusz powinien dominować. Takie przekonanie wyraził wczoraj wiceminister finansów Dominik Radziwiłł, przypominając jednocześnie, że resort nadal wymienia środki na rynku (potwierdził, że miało to miejsce w poniedziałek i we wtorek), jednak zaznaczył, że nie celuje w określony poziom kursu. Na razie rynek pozostanie mocno zmienny i dopóki w strefie euro sytuacja nie zostanie na powrót opanowana, nie można wykluczyć jeszcze jednego wybicia eurozłotego nawet do 4,10.
W środę dane makroekonomiczne będą miały mniejsze znaczenie, jednak nie można o nich zapominać. Nad ranem poznaliśmy dane o dynamice chińskiego PKB w drugim kwartale, która wyniosła 9,5 proc. r/r (prog. 9,4 proc.). Dalej w ciągu dnia opublikowane zostaną dane o produkcji przemysłowej z Eurolandu oraz raport o cenach importu i eksportu z USA. W kraju GUS poda odczyt wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych za czerwiec, gdzie oczekuje się spowolnienia inflacji do 4,8 proc. r/r z 5,0 proc. w maju.