Otwarcie handlu w Europie było bardzo nerwowe, ale i wytłumaczalne: obawami inwestorów o sytuację Grecji oraz o rozlewanie się kryzysu zadłużenia w Eurolandzie (tym bardziej, że od piątku na tapecie dość nieoczekiwanie znalazła się kwestia Włoch), a także patem w kwestii limitów zadłużenia Stanów Zjednoczonych. Również na warszawskim parkiecie dzień rozpoczął się w bardzo słabej atmosferze, a indeksy WIG i WIG20 spadały rano o ponad 1,6%, docierając do najniższych poziomów od połowy marca br.

W kolejnych godzinach handlu nastroje na światowych parkietach, w tym także w Warszawie, sukcesywnie się jednak poprawiały. Suma summarum wtorkowa sesja na GPW zakończyła się 0,31% spadkiem wskaźnika blue-chipów i 0,47% deprecjacją WIG-u. Z kolei o godz. 17:30 paneuropejski STOXX Europe 600 zniżkował o 0,59%, a amerykański S&P500 - i tu uwaga – rósł o 0,1%.

Trudno jest tak naprawę jednoznacznie wskazać, czy ta poprawa sentymentu była wynikiem napływających w ciągu dnia „nieco lepszych” doniesień nt. kwestii zadłużenia peryferyjnych krajów Eurolandu, czy też po prostu zwykłym odreagowaniem po ostatniej silnej przecenie. Znając życie, zadziało jedno i drugie. Odnosząc się do tego pierwszego czynnika, to warto na pewno wspomnieć m.in. o udanej dzisiejszej aukcji włoskich rocznych bonów skarbowych, o słowach ministra finansów Luksemburga (Luc Frieden), który to podkreślił, że „selektywne bankructwo” Grecji nie jest scenariuszem zakładanym przez szefów resortów finansów krajów Eurolandu oraz o informacji o zawezwaniu na najbliższy piątek nadzwyczajnego szczytu przedstawicieli strefy euro.

Wczorajsze otwarcie przez koncern Alcoa sezonu wyników za II kw., jak na razie nie dało żadnego sygnału ku temu, czy rezultaty osiągnięte przez spółki w okresie kwiecień-czerwiec będą kolejną kulą u nogi rynków akcyjnych, czy też będą je przyjemniej częściowo wspierać, czego się powszechnie oczekuje. Co prawda przychody tego aluminiowego giganta wzrosły o 27% i wyniosły 6,59 mld dolarów, czyli więcej niż się spodziewano (6,31 mld dolarów), ale już jego zysk netto na akcję z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych był równy 32 centy i okazał się ciut niższy od prognozowanego (33 centy na akcję).