Kurs EURUSD z poziomu 1,3650 wzrósł momentami nawet powyżej 1,3800.

Wyprzedaż rozpoczęła się tuż po danych z rynku pracy, kiedy to podano informacje, że w lipcu powstało jedynie 92 tyś nowych miejsc pracy przy oczekiwaniach na poziomie 130 tyś. Wzrosło również bezrobocie z 4,5% do 4,6%.

Oliwy do ognia dolał również późniejszy odczyt indeksu ISM w sektorze usług, który spadł mocniej niż tego rynek oczekiwał. Wyniósł 55,8 wobec 60,7 miesiąc wcześniej, sugerując tym samym pogorszenie się koniunktury w sektorze, który generuje około 80% amerykańskiego PKB.

Słabość dolara wykorzystał natomiast jen japoński. Kurs USDJPY ponownie znalazł się przy minimach, przekraczając nawet momentami poziom 117,50 czyli lipcowy dołek będący jednocześnie najniższym poziomem od kwietnia tego roku. Poziom ten już trzy krotnie stanowił silny punkt wsparcia. Widać jednak wyraźnie, że inwestorzy nie zamierzają się poddawać i kolejne podejście może zakończyć się sukcesem.

Umocnienie się jena na pewno nie wróży dobrze polskiej walucie. Kurs EURPLN co prawda w piątek zachowywał się stabilnie w okolicach 3,79, jednak początek tygodnia może przynieść nam osłabienie się złotego i powrót kursu EURPLN powyżej 3,80.

Dalsze losy rynku walutowego zależeć więc będą od nastrojów inwestorów oraz oczekiwań co do sytuacji w Stanach. Duże znaczenie będzie miało również wtorkowe posiedzenie w sprawie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Nikt co prawda nie oczekuje zmiany kosztu długu, jednak w uzasadnieniu mogą paść komentarze wskazujące na szybsze niż wcześniej zakładano rozluźnienie polityki monetarnej. Jeżeli tak się stanie i będzie to tłumaczone spadającą inflacją ( a nie złymi perspektywami gospodarki), na jakiś czas optymizm może wrócić na rynek. Dolar co prawda dalej będzie tracił, jednak siłę może odzyskać polska waluta oraz inne waluty krajów rozwijających się.