Optymizm z rynków zewnętrznych przyniesie wzrost apetytu na ryzyko i w efekcie aprecjację polskiej waluty, jednak wydaje się, że na trwalsze zejście poniżej 3,90 jest jeszcze za wcześnie. Z drugiej strony pogorszenie nastrojów będzie negatywnie odbijać się na wartości złotego, choć skala osłabienia powinna być ograniczana przez Bank Gospodarstwa Krajowego aktywujący się ze sprzedażą euro pochodzących z unijnych funduszy. Od wyklarowania się sytuacji na rynkach zewnętrznych zależy obecnie, w którą stronę podąży eurozłoty. I choć w dłuższym terminie spadek kursu jest zdecydowanie bardziej prawdopodobny, nadal nie można wykluczyć krótkoterminowych wyskoków na fali panicznej ucieczki do ryzyka i wyprzedaży krajowej waluty.

Zaskoczenia nie przyniosło wczorajsze spotkanie ministrów finansów strefy euro. Zgodnie z zapowiedziami zaaprobowany został da Portugalii trzyletni plan pożyczkowy na 78 mld euro oraz ustalono, że Lizbona będzie nakłaniać swoich wierzycieli do utrzymania zaangażowania w portugalskie obligacje. Do końca nie wiadomo, jak Portugalia tego dokona, jednak sam fakt przyznania pomocy zmniejszył niepewność związaną z przyszłością państw peryferyjnych strefy euro i pozytywnie oddziaływał na euro, które wczoraj odrabiało straty po piątkowym osłabieniu. Pomocna była też stanowcza wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która jest przeciwna restrukturyzacji długu któregokolwiek z państw strefy euro przed 2013 r., gdyż taka sytuacja byłaby niezwykle szkodliwa dla wiarygodności strefy euro. Nadal jednak sprawa Grecji ciąży na rynkowych nastrojach i bez całkowitego rozwiania wszelkich obaw z tym związanych trudno będzie o powrót optymizmu.

Wczoraj Stany Zjednoczone osiągnęły maksymalny dozwolony poziom zadłużenia (14,3 bln dolarów) i od teraz nie mogą zaciągać nowych długów. Departament Skarbu poinformował, że obecnie sięga do federalnych funduszy emerytalnych po środki na pokrycie wydatków państwa, jednak taki stan może potrwać maksymalnie do drugiego sierpnia. Jeśli do tego czasu pułap zadłużenia nie zostanie podwyższony, USA będą musiały ogłosić niewypłacalność. Taka sytuacja oczywiście Stanom nie grozi i sprawa, podobnie jak w przypadku ustalania projektu budżetu na początku kwietnia, bardziej jest wykorzystywana do politycznej walki Republikanów z Demokratami. Ci pierwsi, mając przewagę w Kongresie, wstrzymują podwyższenie pułapu zadłużenia i uzależniają decyzję od większych cięć w przyszłych wydatkach budżetowych. Demokraci chcą cięć na mniejszą skalę w zamian za podwyżkę podatków, której sprzeciwiają się Republikanie. Jak na razie rynek nie reaguje na spór w Kongresie (zarówno amerykańskie giełdy, jak i rynek obligacji skarbowych przyjęły informację ze spokojem) i oczekiwane jest, że maksymalny poziom zadłużenia zostanie podwyższony, choćby w ostatniej chwili. Konsekwencją takiego stanu rzeczy w dłuższym okresie będzie powrót do wzrostów eurodolara, gdyż po uspokojeniu sytuacji wokół Grecji, rynek zapewne przerzuci swoją uwagę na problemy budżetowe Stanów Zjednoczonych.

Wśród wtorkowych publikacji makroekonomicznych na pierwszy plan wysuwają się odczyt indeksu instytutu ZEW z Niemiec (prog. 4,0 pkt.) oraz dane o produkcji przemysłowej z USA (0,4 proc. m/m). Oprócz tego zza oceanu napłyną dane o pozwoleniach na budowę domów i rozpoczętych budowach (odpowiednio 590 tys. i 569 tys.)oraz poznamy odczyt inflacji CPI z Wielkiej Brytanii (4,2 proc. r/r).