W czwartek psychoza strachu ogarnęła rynki surowcowe, gdzie w ciągu dnia pogłębiane były spadki. Ropa naftowa traciła ponad 3 proc., miedź 1,5 proc., a srebro aż 8 proc. Tracące surowce nasiliły wyprzedaż euro względem dolara do nowego, sześciotygodniowego minimum (1,4121). Jako powód wyprzedaży wskazywano kolejną podwyżkę stopy rezerwy obowiązkowej przez Ludowy Bank Chin do rekordowego poziomu 21 proc., co zostało odebrane jako sygnał, że schładzanie gospodarki Państwa Środka ograniczy popyt na surowce. Jednak do końca dnia na rynki powrócił optymizm doprowadzając do tego, że większość strat została odrobiona. Podwyższona zmienność będzie gościć na rynkach finansowych, dopóki nie znikną obawy, iż obecna korekta może się przerodzić w całkowite odwrócenie trendu. Wielką niewiadomą wciąż pozostaje przyszłość Grecji i potencjalnej restrukturyzacji jej zadłużenia. Dopóki ta sprawa nie zostanie wyjaśniona, dopóty nie ma co liczyć na stabilizacje nastrojów. Wiele zależy od przyszłotygodniowego spotkania ministrów finansów strefy euro, względem którego rosną oczekiwania co do ustaleń w sprawie Grecji. Decyzje o wsparciu Aten przez UE bez konieczności restrukturyzacji jej długu w najbliższym czasie powinno przełożyć się na powrót optymizmu na rynki i wzrost apetytu na ryzyko.

Złoty relatywnie spokojnie znosi skoki nastrojów na innych rynkach. Wprawdzie czwartek nie był dobrym dniem dla kontynuacji umocnienia polskiej waluty w ślad za nieoczekiwaną podwyżką stóp procentowych przez RPP, to jednak cofnięcie kursu ograniczone było do poziomu 3,92. Niewątpliwie jako stabilizator kursu oddziałuje widmo wkroczenia Banku Gospodarstwa Krajowego na rynek złotego i powstrzymania wszelkich prób gwałtownej przeceny waluty. Dziś istotna dla złotego będzie publikacja przez GUS wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych za kwiecień. Silny wzrost inflacji w marcu do 4,3 proc. r/r był głównym czynnikiem, który doprowadził do ostatniej podwyżki stóp procentowych. Dzisiaj oczekuje się dalszego wzrostu inflacji, jednak tylko do 4,4 proc. Jeśli wzrost byłby silniejszy, wówczas wzrosłyby oczekiwania kolejnego kroku RPP w kierunku zacieśnienia polityki monetarnej i w efekcie otwierałoby drogę dla eurozłotego do ponownego ataku poziomu 3,90.

Dziś oprócz danych o inflacji z Polski poznamy dane o podaży pieniądza M3, jednak publikacja ta nie jest tak istotna jak wskaźnik cen. W Europie największą uwagę przykuwają wstępne szacunki dynamiki PKB za I kwartał. Za nami już dane z Niemiec, gdzie tempo wzrostu gospodarczego wyniosło 1,5 proc. k/k, dużo lepiej niż zakładały prognozy (0,9 proc. k/k). O 11:00 poznamy szacunki dla PKB całej strefy euro i choć wstępne prognozy zakładały wzrost o 0,6 proc. k/k, to przy tak silnym wyniku największej gospodarki Europy, również ożywienie w całym Eurolandzie powinny być wyższe od oczekiwań. Po południu ze Stanów Zjednoczonych poznamy ważne dane o inflacji CPI (prog. 3,1 proc. r/r) oraz wstępny odczyt indeksu nastrojów Uniwersytetu Michigan (prog. 69,9 pkt.).