Obserwowany na świecie wzrost awersji do ryzyka, w następstwie spadków na giełdach (efekt obaw o powrót kryzysu na rynku kredytów hipotecznych), także nie zachęcał do kupna polskiej waluty.

O godzinie 16:50 kurs USD/PLN testował poziom 2,5177 zł, zyskując 0,4 grosza. Euro było droższe o 0,1 grosza i trzeba było zapłacić za nie 3,6449 zł. Natomiast za szwajcarskiego franka trzeba było zapłacić 2,1822 zł, czyli o 0,5 grosza więcej niż w piątek.

Dzisiejsze umocnienie złotego byłoby większe, gdyby nie publikacja prognoz październikowej inflacji przez Ministerstwo Finansów. Zakładają one wzrost inflacji do 3 proc. z 2,3 proc. we wrześniu i 1,5 proc. w sierpniu, co oznacza przekroczenie celu inflacyjnego (2,5 proc.). To czyni prawie pewną podwyżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych do 5 proc. przez Radę Polityki Pieniężnej na listopadowym posiedzeniu, co w naturalny sposób stanowi czynnik wzmacniający złotego. Zwłaszcza, że listopadową podwyżkę anonsują członkowie RPP zaliczani do „gołębi”, czyli zwolenników łagodnej polityki monetarnej. W tym prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek, który w sierpniu jako jedyny nie głosował za podwyższeniem kosztu pieniądza, a który wczoraj wyraził zaniepokojenie wzrostem cen żywności i ropy.

W tym tygodniu wymienione wyżej trzy czynniki będą w głównej mierze determinować zachowanie polskiej waluty. Przyjmując za prawdopodobne spadki na giełdach oraz dalsze osłabienie dolara, jak również traktując listopadową podwyżkę stóp przez RPP w kategoriach pewności, pojawia się szansa na trend boczny. Sytuacja techniczna na wykresach USD/PLN, EUR/PLN i CHF/PLN potwierdza te sugestie, dając im większą szansę realizacji niż scenariuszowi zakładającemu mocniejszy spadek lub wzrost polskich par.