W samym sektorze prywatnym liczba miejsc pracy zwiększyła się o 50 tys., trzy razy mnie od prognoz. W konsekwencji stopa bezrobocia wzrosła do 9,8 proc. (oczekiwano pozostania bezrobocia na poziomie 9,6 proc.), gdyż siła robocza zwiększyła się o tych, którzy wcześniej zrezygnowali z szukania pracy. Raport z rynku pracy był o tyle zaskoczeniem, iż pozostałe dane makroekonomiczne w ostatnim czasie (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, indeksy ISM) wskazywały na stopniową poprawę w amerykańskiej gospodarce. Rozczarowanie piątkowym odczytu wzmocniło przekonanie, iż Fed będzie musiał wykorzystać cały plan QE2 zakładający skup aktywów za 600 mld dolarów, pomimo że zaczęły pojawiać się głosy, iż plan nie będzie potrzebny w całości.

Jeśli zajdzie taka potrzeba plan może zostać nawet zwiększony, czego nie wyklucza szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke. Będzie to jednak zależeć od stanu gospodarki oraz efektywności dotychczasowych działań. Celem Fedu jest przede wszystkim sprowadzenie stopy bezrobocia do „normalnego” poziomu, tj. 5-6 proc., choć Bernanke przyznał, że potrzeba na to czterech do pięciu lat. Broniąc się przed krytyką środowisk ekonomicznych oraz republikańskich senatorów, których zdaniem działania Fedu doprowadzą do gwałtownego wzrostu inflacji w USA, Bernanke określił ryzyko wzrostu cen za przesadzone.  Podkreślił, że bank centralny nie drukuje pieniędzy, gdyż podaż pieniądza na rynku się nie zwiększa. Żeby tak się stało banki komercyjne musiałyby wzmóc akcję kredytową, tymczasem popyt na kredyty pozostaje wątły.

Piątkowe dane przypomniały inwestorom, że jak kryzys budżetowy dręczy strefę euro, tak i w Stanach Zjednoczonych nie można jeszcze mówić o końcu problemów. Widmo bankructwa państw z grupy PIIGS oraz utrzymujący się marazm gospodarczy w USA, jeszcze przez wiele miesięcy co jakiś czas będą wywoływać wstrząsy na rynkach finansowych. Pomimo iż koniec ubiegłego tygodnia przyniósł uspokojenie nastrojów na europejskich rynku długu objawiający się spadkiem rentowności obligacji państw z peryferii Eurolandu, trzeba mieć na uwadze, iż sytuacja może się dynamicznie zmieniać. Dziś spotykają się ministrowie finansów strefy euro, którzy będą rozważać zwiększenie finansowego pakietu ratunkowego ponad obecne 750 mld euro w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się kryzysu na inne kraje. Choć na ten moment dostępnych środków wystarczy na pokrycie potencjalnych potrzeb Portugalii, a może nawet Hiszpanii, rynek wywiera presję na ministrach, aby w pogotowiu było więcej funduszy. Ministrowie finansów spotykają się także jutro, już w szerszym gronie reprezentantów wszystkich państw Unii Europejskiej, aby formalnie zatwierdzić pakiet pomocowy dla Irlandii w kwocie 85 mld euro. Pomoc dla Irlandii jest jednak uzależniona od zatwierdzenia przez irlandzki parlament budżetu na przyszły rok, który zostanie poddany pod głosowanie we wtorek. Ewentualna porażka rządu w uchwaleniu budżetu może skutkować powrotem obaw na rynki finansowe.