Chociaż najnowsza projekcja inflacyjna NBP wskazuje na silniejszy wzrost cen od tego prognozowanego w czerwcu, to zdaniem Rady należy także uwzględnić czynnik związany ze zwiększonym napływem kapitału do gospodarek wschodzących, w tym do Polski, a co nie zostało ujęte w październikowej projekcji. Wydłużający się okres ekspansywnej polityki monetarnej głównych banków centralnych oraz spowalnianie tempa wzrostu gospodarczego na świecie uzasadniają utrzymanie dotychczasowego poziomu stóp procentowych. Decyzja RPP oznacza pozostawienie sobie elastyczności na działania poza granicami kraju, których skala nasiliła się ostatnimi czasy (luzowanie ilościowe ogłoszone przez Fed, Bank Japonii czy Bank Anglii). Rada postanowiła jednak częściowo ograniczyć ilość pieniądza w gospodarce i podniosła stopę rezerw obowiązkowych, jaką muszą utrzymywać banki komercyjne na rachunku w banku centralnym, o 50 pb do 3,5 proc. Tym samym stopa rezerw powróci do poziomu sprzed czerwca 2009 r., kiedy RPP zadecydowało o obniżeniu tylko tej stopy. Decyzja Rady dla części rynku była rozczarowaniem (oczekiwali podwyżki), jednak reakcja złotego była ograniczona. Bank centralny zdaje sobie sprawę, że zacieśnianie polityki pieniężnej przełoży się na umocnienie krajowej waluty, do czego nie chce zbyt szybko dopuścić, chociaż jednocześnie wskazuje, ze umocnienie złotego pozwoli na spadek inflacji w dalszym okresie (zdaniem prezesa Belki będzie to 0,5 pkt. proc. w ciągu dwóch lat przy aprecjacji na poziomie 5 proc.).
Na rynku walutowym utrzymuje się sytuacja, którą można określić mianem „nerwowej konsolidacji”. Temat przewodni wciąż pozostaje ten sam – co zrobi Fed? Ostatnia ankieta przeprowadzona przez agencję Reutera wskazuje, że oczekiwania ekonomistów co do skali programu luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej wahają się między 500 mld a 1,5 bln dolarów. To znaczące niezdecydowanie wprowadza dużą zmienność na rynki walutowe. Inwestorzy są rozdarci między dalszą wyprzedażą dolara (zakładając, że Fed podejmie agresywne działania) a zamykaniem pozycji krótkich na amerykańskiej walucie (spodziewając się bardziej umiarkowanego programu). Efektem tego jest przedział wahań eurodolara miedzy 1,37 a 1,41, a w dalszym przełożeniu podwyższona zmienność walut rynków wschodzących, których zmiany korespondują z wyceną dolara. Dopóki Fed nie wyłoży kart na stół (a co będzie miało miejsce już w przyszłą środę), dopóty utrzyma się huśtawka nastrojów na rynku walutowym.
W czwartkowym kalendarzu nie ma zbyt wielu pozycji, które mogłyby zaburzyć handlem na rynku walutowym. Przed 10.00 opublikowany zostanie raport nt. stopy bezrobocia w Niemczech, dla której oczekiwany jest spadek do 7,4 proc. O 10.30 prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet będzie przemawiał w związku z odbywającą się na Cyprze konferencją banków centralnych państw śródziemnomorskich, jednak nie oczekuje się, aby Trichet poruszał ważne kwestie polityki pieniężnej. Na 11.00 zaplanowano odczyty indeksów koniunktury w strefie euro; mediana prognoz dla najważniejszego indeksu, nastrojów w gospodarce, jest zgodna z wrześniowym odczytem, czyli 103,2 pkt. Po południu ze Stanów Zjednoczonych na rynek trafi cotygodniowy raport o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych – prognoza na dziś to 450 tys.