Warto zatem zadać sobie pytanie, czy wczorajsze dotarcie przez WIG20 do tegorocznego szczytu jest przedsmakiem nowego trendu, czy też inwestorzy zapomnieli o tym, że znajdujemy się w wielomiesięcznej konsolidacji i tutaj nieco większe szanse powinien mieć wariant spadkowy.
Jak zawsze na rynku, każda strona ma swoje argumenty. Kupujący mogą powiedzieć, że WIG20 odpoczął tydzień pod poziomem 2500 punktów i nabrał siły do mocnego przełamania oporów i dalszej zwyżki. Dodatkowo byki mogą wskazać na główne indeksy światowe, które przebiły się już wyżej. Dla giełdowych optymistów konsolidacja właśnie się kończy i liczą na nowy trend.
Z drugiej strony mamy sprzedających. Oni mogą przypomnieć, że pod koniec ubiegłego roku kilka razy WIG20 bił swoje szczyty, by potem zawrócić w dół. Ponadto zaledwie miesiąc temu indeks nie mógł podnieść się z okolic 2200 punktów i też miał szansę na kontynuację trendu, z czego nic nie wyszło. Można powiedzieć, że dla niedźwiedzi konsolidacja nadal trwa i panujący na rynku optymizm powinien być okazją do sprzedaży.
Choć bliżej mi w tym starciu do strony niedźwiedzi i sądzę, że wkrótce WIG20 powinien się znaleźć w niższej strefie konsolidacji, szanuję argumenty obu stron. Ważniejszym wnioskiem jest jednak dla mnie to, że ciekawszym miejscem do inwestowania powinien w najbliższym czasie pozostać szeroki rynek. Wariant wzrostu WIG20 będzie wspierał małe i średnie spółki, a ewentualna spokojna zniżka blue chips nie powinna przeszkadzać szybkiemu kapitałowi w poszukiwaniu nowych liderów zwyżek na szerokim rynku. Zatem, choć WIG20 znajduje się w ciekawym miejscu i można spierać się o jego dalsze losy, nadal warto skoncentrować uwagę przede wszystkim na segmencie tzw. misi.