Na warszawskiej GPW przewagę mają dziś kupujący. Według danych administratora GPW Benchmark, WIG20 na zamknięciu urósł dziś do 2 960 punktów, zyskując około 2 proc. dzień do dnia. Jeszcze wczoraj indeks blue chipów kończył sesję na poziomie 2 903 punktów po serii spadków, ale środowe odbicie odrobiło w dużej mierze straty z ostatnich dni. Szeroki WIG wzrósł do około 110,4 tys. punktów, co oznacza dzienny wzrost rzędu 1,8 proc. i potwierdza, że popyt obejmuje nie tylko największe spółki, lecz także średnie i mniejsze firmy. W ujęciu ostatniego roku WIG wciąż znajduje się ponad 40 proc. wyżej niż 12 miesięcy temu, a indeks wielokrotnie bił w tym roku rekordy historyczne, co wpisuje się w narrację o „renesansie” warszawskiego parkietu.

Za poprawą nastrojów stoi w dużej mierze otoczenie globalne. Na Wall Street środek dnia wypada przy lekkich wzrostach głównych indeksy giełdowe. S&P 500 rośnie o około 0,3–0,9 proc. i oscyluje w pobliżu 6 650–6 680 punktów, Dow Jones zwyżkuje o około 0,2 proc. w okolice 46 200 punktów, a Nasdaq korzysta z poprawy sentymentu wobec spółek technologicznych, rosnąc o ponad 1 proc. NYSE Composite pozostaje blisko 21 200 punktów, czyli tylko nieznacznie poniżej niedawnych szczytów z jesieni. Inwestorzy odrabiają część strat po serii spadkowych sesji, kiedy wątpliwości wokół wycen firm powiązanych z AI i słabnąca wiara w szybkie cięcia stóp w USA ciążyły rynkom.

Na krajowym rynku obraz dopełniają notowania największych spółek. Wśród blue chipów wyróżnia się dziś KGHM – kurs miedziowego giganta sięga około 196,3 zł za akcję, co oznacza dzienny wzrost blisko 4 proc. i lokuje spółkę o krok od 52-tygodniowych maksimów. Przy obecnym kursie dolara oznacza to wycenę pojedynczej akcji KGHM na poziomie około 53,7 USD. PZU kończy dzień w okolicach 59,7 zł (około 16,3 USD), z lekkim wzrostem wobec wczorajszego zamknięcia, a Orlen kosztuje około 101,8 zł, czyli niespełna 28 USD, korygując się o niecałe 2 proc. po wcześniejszym rajdzie. Na GPW najmocniejsze obroty koncentrują się tradycyjnie w akcjach PKO BP, KGHM i Orlenu, co sprawia, że zachowanie tych kilku spółek w dużej mierze determinuje dzienny wynik WIG20.

W szerszej perspektywie warszawski parkiet wciąż korzysta z bardzo dobrego otoczenia makroekonomicznego. Polska gospodarka rośnie szybciej niż średnia dla strefy euro, inflacja spadła w okolice celu NBP, a bank centralny dopiero od niedawna zaczął ostrożnie ciąć stopy procentowe. Ten miks – relatywnie wysoka realna stopa procentowa i przyzwoity wzrost PKB – przyciąga kapitał portfelowy, co widać po wysokiej aktywności inwestorów zagranicznych oraz po wynikach samej Giełdy Papierów Wartościowych, która w trzecim kwartale raportowała rekordową wartość obrotów i najwyższy w historii kurs własnych akcji.

Inwestorzy w Warszawie patrzą jednak dziś przede wszystkim na Nowy Jork. Na Wall Street w centrum uwagi są dziś wyniki Nvidii i publikacja minutek FOMC, które rynek traktuje jak podwójny test dla hossy technologicznej. Układy scalone tej spółki stały się sercem infrastruktury sztucznej inteligencji – od centrów danych, przez chmurę obliczeniową, po superkomputery. Rynek spodziewa się kolejnego, bardzo mocnego kwartału, z dwucyfrowym wzrostem przychodów i utrzymaniem wysokich marż. Jednocześnie inwestorzy są świadomi, że przy obecnych wycenach każde, nawet kosmetyczne rozczarowanie w prognozach mogłoby wywołać gwałtowną korektę – nie tylko w samym NVDA, ale w całym segmencie AI.

Na godzinę około 10:00 czasu nowojorskiego NVIDIA rośnie dziś w okolicach 3 proc., do około 187 USD za akcję, co implikuje wycenę spółki w rejonie 4,5 bln USD. To stawia ją w ścisłej czołówce najbardziej wartościowych firm notowanych w USA, a wskaźnik cena/zysk oscyluje wokół 53, co jest poziomem wyraźnie wyższym niż średnia dla S&P 500. Przeliczone na złote przy kursie USD/PLN w pobliżu 3,65 daje to około 680–690 zł za jedną akcję. Z punktu widzenia polskiego inwestora oznacza to, że NVDA jest dziś droższa niż jakikolwiek pojedynczy komponent WIG20, co dobrze pokazuje skalę wycen gigantów AI na tle tradycyjnych blue chipów z GPW.

Równolegle rynek amerykański szykuje się na drugi kluczowy punkt dnia – publikację zapisu z październikowego posiedzenia FOMC. Minutki FOMC mają pokazać, jak głęboki jest podział wewnątrz Fed w sprawie grudniowej obniżki stóp. Wiadomo już, że poprzednie posiedzenie zakończyło się rzadko spotykanym zestawem rozbieżnych głosów: część członków domagała się silniejszego cięcia o 50 pkt bazowych, inni woleli brak zmian. Oficjalnie stopa funduszy federalnych została obniżona do przedziału 3,75–4,00 proc., ale w przestrzeni publicznej przewija się cytat z Jerome’a Powella, który mówił, że kolejna obniżka „nie jest w żadnym razie przesądzona”. Według aktualnych wycen kontraktów terminowych rynek widzi dziś około 50-procentową szansę na cięcie w grudniu, podczas gdy jeszcze miesiąc temu prawdopodobieństwo to przekraczało 90 proc.

Dla wycen akcje spółek notowanych na NYSE oznacza to jedno: wrażliwość na każdy fragment języka, który może przesunąć oczekiwania wobec ścieżki stóp. Zbyt „gołębi” ton minutek mógłby przejściowo wesprzeć indeksy, ale też odświeżyć obawy o ponowny wzrost inflacji i przegrzanie sektora technologii. Z kolei bardziej „jastrzębie” akcenty, podkreślające niepewność co do dalszych cięć, mogłyby umocnić dolara i ostudzić wyceny spółek wzrostowych, w tym Nvidii i całej grupy firm AI. Na razie dominującym scenariuszem jest tzw. „hawczy cut” – łagodzenie polityki przy jednoczesnym bardzo ostrożnym, wręcz sceptycznym tonie wobec tempa kolejnych obniżek.

Patrząc z perspektywy polskiego inwestora, różnica pomiędzy GPW a rynkiem amerykańskim coraz bardziej sprowadza się do konstrukcji indeksów i dominujących sektorów, a nie tylko do zachowania walut. Dla inwestorów z Polski kluczowe jest to, że przy kursie USD/PLN w okolicach 3,65 różnica między inwestowaniem na GPW i NYSE coraz bardziej zależy od ryzyka sektorowego niż czysto walutowego. Indeks WIG jest dziś mocno zdominowany przez banki, ubezpieczycieli i spółki paliwowo-surowcowe, podczas gdy indeksy amerykańskie – w tym NYSE Composite oraz S&P 500 – opierają się na megakapach technologicznych i konsumenckich. Oznacza to inną wrażliwość na decyzje Fed: umocnienie dolara i wzrost rentowności obligacji bardziej uderza w segment growth w USA, a dla GPW bywa mieszane – bankom sprzyja wyższa nominalna stopa procentowa, energetyce z kolei ciąży wyższy koszt kapitału.

W krótkim terminie warto też zwrócić uwagę na różnice w wycenach. KGHM przy kursie około 196 zł implikuje kapitalizację rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych i stosunkowo umiarkowane mnożniki zysków, podobnie jak PZU czy Orlen. Tymczasem takie spółki jak NVIDIA, a także inni liderzy AI czy big tech, notowane są na poziomach, które jeszcze kilka lat temu uchodziłyby za ekstremalne. Z tego powodu część analityków mówi wprost, że warszawska giełda w 2025 roku jest bardziej „value”, podczas gdy NYSE i inne amerykańskie parkiety pozostają w dużej mierze „growth-driven”. Odrabianie dyskonta wycen między WIG a S&P 500 czy NYSE Composite będzie zależało od tego, czy globalna gospodarka wejdzie w miękkie lądowanie, czy jednak w mocniejsze spowolnienie, w którym spółki defensywne i dywidendowe wrócą do łask.

Z perspektywy polskich gospodarstw domowych i mniejszych inwestorów ważne jest także to, że krajowy rynek wyraźnie „ożył” po kilku chudszych latach. Wzrost WIG powyżej 100 tys. punktów wiosną tego roku był symbolicznym sygnałem powrotu kapitału na warszawski parkiet, a napływy do funduszy akcyjnych rosną wraz ze spadkiem inflacji i rosnącą realną siłą nabywczą oszczędności. To sprzyja dywersyfikacji – coraz więcej portfeli łączy ekspozycję na lokalne banki i spółki dywidendowe z udziałem globalnych gigantów, notowanych na NYSE lub za pośrednictwem ETF-ów.

Giełda w Warszawie korzysta z poprawy nastrojów na Wall Street, ale pozostaje mocno skorelowana z decyzjami Fed i wynikami spółek AI. Warszawskie indeksy odbiły po spadkach, główne miary rynku amerykańskiego notują umiarkowane wzrosty, a inwestorzy na całym świecie czekają na dwa kluczowe komunikaty – raport Nvidii i minutki FOMC. Dla wielu uczestników rynku dzisiejsza sesja jest przede wszystkim „dniem testu” – zarówno dla indeksów giełdowych na NYSE, jak i dla warszawskiej GPW. To, czy czwartkowe poranne wykresy pokażą kontynuację odbicia, czy raczej powrót do spadków, zależeć będzie wprost od tego, czy technologiczną hossę uda się obronić twardymi liczbami, a ścieżkę stóp procentowych – spójnym przekazem Fed.