Warto zwrócić uwagę, że wczorajszy spadek zbliżył WIG20 do okolic ostatnich dołków. Taki ponowny test strefy 2170-2200 punktów był moim zdaniem minimalnym wymiarem kary dla niechętnych zakupom byków. Najbliższe dni pokażą, czy może z tego niższego dojdzie do mobilizacji kupujących, w innym przypadku podaż powinna uderzyć ponownie sprowadzając indeks na nowe tegoroczne minima.

Jednym ze źródeł wczorajszej słabości GPW były spadki kontraktów na indeks S&P500. Przełamanie ważnego wsparcia 1090 punktów znacząco osłabiło obraz techniczny na rynku amerykańskim i jedynym argumentem byków zdawało się być bardzo niskie otwarcie na Wall Street. Już po zakończeniu notowań na GPW kolejne godziny handlu nie przynosiły poprawy sytuacji, co dawało coraz większe prawdopodobieństwo słabego zakończenia tygodnia w Stanach. Tymczasem nagły kontratak byków z końcówki notowań wymazał prawie całe wczorajsze spadki indeksów za oceanem, przez co kolejny raz obserwujemy dysonans pomiędzy zachowaniem GPW a Wall Street.

Czy kontra kupujących w Stanach nam pomoże? Na pewno nie przeszkodzi, ale póki nie zobaczę jakiegoś wyraźnego zrywu silnego popytu na naszym parkiecie, pozostanę pesymistą co do dalszych losów WIG20. Kilka dużych spółek dotarło wczoraj do swoich poprzednich dołków, co pozwala im na wygenerowanie korekt. Na tym etapie nieco większe szanse ma wariant lekkiego zatrzymania przed kontynuacją spadków, niż np. początek budowania formacji podwójnego dna.