Przez cały tydzień, mimo wciąż niemałego poziomu wyprzedania, WIG20 z trudem przebijał się przez najbliższy opór, jakim była luka bessy z 5 lutego. Czarne dzienne świece dobrze ilustrują słabość strony popytowej widoczną w trakcie notowań i wskazują na to, że choć odbicie może jeszcze wyjść na wyższe pułapy, należy je traktować korekcyjnie w stosunku do mocnego i wyraźnego ruchu w dół. Dopiero przy zmianie stylu zwyżki lub tez po ewentualnym nieudanym kolejnym impulsie spadkowym będzie można mówić o nieco lepszych perspektywach dla indeksu. Na obecnym etapie w najbardziej optymistycznym scenariuszu możemy założyć, że WIG20 dojdzie do okolic 2350 punktów

Dlatego też, mimo wyższych poziomów cenowych, sytuacja na naszym rynku jest dziś nieco gorsza od tej sprzed dwóch tygodni. Wówczas po mocnym wstrząsie podażowym na rynku powiało pesymizmem, a ze względu na wysokie wyprzedanie oraz dotarcie do wsparcia przez WIG20 mogliśmy oczekiwać jakiejś reakcji popytu. Dziś natomiast możemy oceniać tę „podbramkową” reakcję kupujących i jest ona niestety negatywna, szczególnie w zestawieniu z mocnym ruchem spadkowym z przełomu stycznia i lutego.

Z drugiej strony bez wątpienia duża skala odrobienia strat przez indeksy amerykańskie czy też przez rynek surowców budzą pozytywne emocje, ale skoro z takiego prezentu byki na GPW dotąd nie skorzystały, to wkrótce przy jakimkolwiek pogorszeniu się nastrojów na świecie podaż może zaatakować warszawskie indeksy ze zdwojoną siłą. Choć w najbliższych dniach możemy próbować dalszego odrabiania strat, zagrożenia dla rynku są w tym momencie nieco większe niż szanse.