Wczorajsze notowania przyniosły kolejną odsłonę tego przedstawienia. Słabość widzieliśmy już w pierwszych godzinach sesji, a gdy negatywne ruchy zaczęły wykonywać inne rynki, spadki na GPW jeszcze bardziej się pogłębiły, przez co WIG20 skończył sesję na 1,8% minusie.
Warto przypomnieć sobie sytuację wyjściową przed rozpoczęciem bieżącego tygodnia. Indeks największych spółek dotarł w ostatni piątek do istotnego wsparcia zlokalizowanego koło 2200 punktów po panicznej wręcz wyprzedaży i przy wysokim poziomie wyprzedania. Taka sytuacja naturalnie stwarza okazję do budowania odreagowania, a zwykle po jego stylu można oceniać dalsze perspektywy rynku. Jak widzimy, na razie popyt nie ma za wiele do powiedzenia i w tym kontekście z każdym dniem rośnie prawdopodobieństwo kolejnej fali w dół.
Bez wątpienia pocieszeniem jest to, że sytuacja zewnętrzna nadal sprzyja budowaniu wzrostowego odreagowania, ale z punktu widzenia zagrania na ten wzrost, sprzedający systematycznie odstraszają szybki kapitał od rynku. Wciąż mamy szanse na zobaczenie wyższych poziomów, lecz są to szanse coraz mniejsze, a dodatkowo, jeśli obraz techniczny na zachodzie się pogorszy, przy obecnej kondycji popytu na GPW podaż uderzyłaby ze zdwojoną siłą. Moim zdaniem mamy coraz mniej czasu na kontratak byków.